środa, 28 października 2015

Openbox paczki od mintishop!

Openbox paczki od mintishop!


Nareszcie ją mam! Była to chyba najbardziej wyczekiwana paczuszka od Mintishop. Wszystko na dniach mi się pokończyło. Zapraszam Was więc dziś na krótki openbox! 




Tak jak ostatnio Wam pisałam, postanowiłam poznać bliżej markę Sylveco. Skusiłam się na dość zachwalany rumiankowy żel.





Również na pomadkę do ust z peelingiem. (Mam nadzieję,że udało mi się dobrze uchwycić i widzicie drobinki cukru.)







Kupiłam również peeling do twarzy. Wygląda dość niepozornie ale dziewczyny bardzo polecały. Jestem pod wrażeniem jeśli chodzi o detale tj: opakowanie, grafikę.












I na koniec produkt najbardziej wyczekiwany czyli olejek do demakijażu z Resibo. Zarówno szata graficzna jak opis bardzo mnie zachęciły. Dam Wam znać który według mnie jest lepszy, bo pisałam wczoraj,że dokonam porównania tego do MAC'a. 


I to tyle, jestem pod wrażeniem,że nie zamówiłam nic z kolorówki. Dajcie znać czy coś używałyście. Dziś czeka mnie pierwsze zetknięcie z tymi produktami, nie ukrywam jestem ciekawa. Po jakimś czasie przejdę do dłuższych recenzji :)

wtorek, 27 października 2015

Eyeliner Golden Rose, Odzywka Sally Hansen, Plyn dwufazowy Nivea, olejek MAC. Nowosci oraz denko.

Eyeliner Golden Rose, Odzywka Sally Hansen, Plyn dwufazowy Nivea, olejek MAC. Nowosci oraz denko.
Dzisiaj korzystając z wolnego czasu opowiem Wam o kilku nowościach oraz podsumuję w kilku słowach produkty, które na dniach skończyłam. Staram się odpowiednio dobierać produkty. Nie jestem typem zbieraczki. Zazwyczaj kupuję to co jest mi na dany czas potrzebne. Jeśli coś się sprawdza to używam tego na bieżąco i nie szukam kolejnego produktu.


W ten sposób skończył mi się ukochany eyeliner z firmy Loreal. Przypomniałam sobie o metalicznej serii z Golden Rose z której mam dwa kolory, jeden właśnie o odcieniu złota. Postanowiłam rozejrzeć się więc i za klasycznym czarnym skoro metaliczne tak dobrze mi się sprawdziły. 



Od eyelineru oczekują przede wszystkim trwałości, intensywnego koloru oraz nie odbijania się zaraz po nałożeniu na powiekę. 


Z czystym sumieniem mogę powiedzieć,że eyeliner z Golden Rose kolejny raz mnie nie zawiódł. Kreska jest taka jak być powinna. Przy innych eyelinerach miałam coś takiego,że bardzo podrażniały i szczypały mnie w powiekę. Ten tego całe szczęście nie robi. Kosztował koło 13zł więc polecam się nim zainteresować. 


Kolejną nowością jest odżywka przyspieszająca wzrost paznokci firmy Sally Hansen. Jest to mój pierwszy produkt tej firmy, który kupiłam na promocji w Rossmannie za 11zł.


Niedługo idę na wesele a z tego względu,że wolę mieć swoje naturalne paznokcie postanowiłam zainwestować w coś co efekt wzrostu mi przyspieszy. Nie pokładam w odżywkach jakiś większych nadziei, chciałabym je jedynie bardziej wzmocnić.


Odżywka dość szybko wysycha i pozostawia na paznokciach efekt bezbarwnego lakieru. Po dłuższym czasie postaram się pokazać Wam zdjęcia moich dłoni. Opiszę również jej zalety i wady. 


Przechodząc do produktów zużytych chciałabym powiedzieć kilka słów na temat dwufazowego płynu do demakijażu oczu. Po przygodzie z płynem micelarnym z Garniera oraz przejściu na olejki do demakijażu postanowiłam spróbować czegoś innego. Kiedyś Wam pisałam,że przed użyciem oleju biorę dwa waciki, delikatnie przyciskam je do powiek i zbieram to co na nich się znajduje.


Uważam,że ten płyn dwufazowy sprawdza się bardzo dobrze. W żaden sposób nie podrażnił mi oka i dobrze rozpuszcza makijaż. Z tego co widzę często są na niego promocje, mój udało mi się dorwać za 9zł. Najważniejszym dowodem na prawdziwość tego co piszę jest fakt,że jestem w trakcie używania drugiego opakowania. 


Kolejnym produktem, który zużyłam jest Cleanse Off Oil z MAC. Moja wersja zawiera 30ml i jest wersją podróżną. Dostaniecie ją w sklepie online za 42zł. Wystarczyła mi na ponad miesiąc codziennego używania. Uwielbiam ją za cytrusowy, orzeźwiający zapach, który bardzo dobrze rozpuszczał resztki makijażu. Używałam do demakijażu około 2,3 pompki, masując twarz przez kilka minut. Jeśli połączycie produkt z wodą wytworzy on delikatną piankę. 


Z minusów mogę dodać,że ciężko jest wykorzystać ostatnie krople za pomocą pompki. W przypadku większej wersji należy zapłacić za 150ml - 130zł. To dość sporo biorąc pod uwagę fakt,że na rynku pojawia się coraz więcej olejków w dużo korzystniejszych cenach. Na dniach przyjdzie mi paczuszka z czymś nowym więc szykujcie się na małe porównanie. 


I to wszystko na dzisiaj. Dajcie znać czy coś znacie. Może macie jakieś lepsze zamienniki? 
Chętnie poczytam o Waszych ulubieńcach. 

poniedziałek, 26 października 2015

Avon zel-krem Caribbean Escape, krem pod oczy Eye Lift Anew Clinical, maseczka planet spa olive oil, perelki rozswietlajace.

Avon zel-krem Caribbean Escape, krem pod oczy Eye Lift Anew Clinical, maseczka planet spa olive oil, perelki rozswietlajace.
Cześć dziewczyny, dzisiaj zapraszam Was na pierwsze wrażenia produktów które od dwóch tygodni testuję. Powiem szczerze,że jako konsultantka do kolorówki raczej nigdy nie miałam zastrzeżeń. Owszem są produkty, które nie zawsze spełniły moje wymagania jednak jest i część którą lubię i z czystym sumieniem mogę polecić. Inaczej jest u mnie z pielęgnacją. Miałam raptem kilka produktów i zawsze do każdej rzeczy podchodziłam z obawą. Po kilku latach przerwy od pielęgnacji postanowiłam zaufać dziewczynom z kanału avonmakeuptv i spróbować ponownie. Jeśli jesteście ciekawe, czy próba okazała się korzystna dla mnie i mojej cery - zapraszam dalej.


Na początek chciałabym poruszyć temat kremu-żelu rozświetlającego na noc z serii planet spa. Zacznę od tego,że moją uwagę zwróciła na początku sama nazwa: Caribbean Escape, która zawiera w sobie ekstrakt z pereł i alg morskich. Dodatkowo wspomnę o dość niskiej cenie- 9,90. 



Krem-żel dość szybko się wchłania. Nie potrzeba nabierać go dość dużo. Jak dla mnie daje przyjemne uczucie ochłodzenia, które po kilku sekundach zanika. Do tego bardzo przyjemnie pachnie! Zapach jest świeży ale nie na tyle aby w jakiś sposób przeszkadzał.


Czas poruszyć jedną z najważniejszych kwestii. Mowa oczywiście o rozświetleniu. Jak widzicie można dostrzec delikatne drobinki. Krem stosuję głównie wieczorami więc najważniejsze jest dla mnie aby tuż po obudzeniu nie wyglądać jak kula dyskotekowa. Nakładając krem-żel widzę je delikatnie na twarzy i przyznam szczerze,że efekt ten nie razi mnie jakoś szczególnie. Rano myjąc buzie żelem nie widzę na twarzy nic co mogłoby mi się nie spodobać. Wieczorny efekt zostaje zminimalizowany. Nie wiem czy sobie to wmawiam, czy faktycznie się tak dzieje ale każdego ranka mam wrażenie,że moja cera jest w naprawdę świetnym stanie. Czuję nawilżenie. Produkt mnie nie podrażnił, nie przybyło mi żadnych przykrych niespodzianek. Jestem pod wrażeniem! 


Kolejny produkt to krem pod oczy - Eye Lift z serii Anew Clinical. Potrzebowałam czegoś nowego więc stwierdziłam,że wypróbuję tę dwufazową formułę. Opakowanie uważam za dość proste, przy tym bardzo eleganckie. Cena regularna to prawie 60zł. Mi udało się dorwać go na promocji za 15,99.


Stosowanie kremu jest dość proste - białą część stosujemy w okolicę pod oczami, pomarańczową na górną powiekę oraz w okolicach pod łukiem brwiowym. Jeśli chodzi o działanie, z racji młodego wieku największą i najważniejszą dla mnie kwestią jest zapewnienie nawilżenia. Jeśli chodzi o część w okolicę pod oczami bardzo przypadła mi do gustu. Świetnie nadaje się każdego ranka pod makijaż. Stosuję ją również wieczorem po demakijażu. Wchłania się powiedziałabym szybko ale przy tym odczuwam,że strefa ta jest w odpowiedni sposób zadbana. Jeśli chodzi o część na powiekę nie twierdzę,że mi się nie podoba. Początkowo odrzucał mnie jej zapach. Po czasie się przyzwyczaiłam ale nie zrobiła na mnie tak pozytywnego wrażenia. Żałuję,że nie można kupić tylko wersji białej. Byłaby dla mnie hitem. Pomarańczowy żel wchłania się dłużej dlatego polecam nakładać bardzo małą ilość na powiekę. Początkowo popełniłam ten błąd i skończyło się na łzawieniu i szczypaniu. 



Kolejnym produktem o których chciałabym Wam opowiedzieć jest nawilżająca oliwkowa maseczka do twarzy. Za 75 ml zaplaciłam 9,90. Uważam,że i w tym przypadku cena wypada bardzo korzystnie, biorąc pod uwagę fakt,że używam je na zmianę z inną raz w tygodniu. 



Nie wiem jak Wy ale bardzo miło wspominam i wciąż powracam do oliwkowej serii z Ziaji. Pomyślałam więc,że jeśli nie przeszkadzał mi nigdy w niej zapach to i w tym przypadku nie będzie inaczej. Nie pomyliłam się, porównując jednak go do Ziaji, Avon jest zdecydowanie intensywniejszy. 


Maseczka w konsystencji jest niezastygającym żelem. Przyjemnie koi i delikatnie ochładza. Lubię stosować ją rano, zwłaszcza gdy czuję,że słabo się wyspałam. Jeśli chodzi o jej działanie nie mogę powiedzieć Wam zbyt wiele. Potrzebuje dla niej więcej czasu. Na tę chwilę nie zrobiła mi nic złego i wywarła miłe, pierwsze wrażenie. 



Na koniec wspomnę o perełkach rozświetlających. Pisałam Wam,że znam je dość dobrze przez moją mamę, która od lat jest ich fanką. Zapłaciłam za nie 19zł. Ich data ważności to aż 3 lata. Całkiem przyzwoicie.


Możemy wyróżnić tam dwa kolory. Jaśniejsza nadaje delikatnego rozświetlenia a ciemniejsza koloru, dzięki któremu jeśli tylko byśmy chciały możemy użyć ich do różu. Zapewniam jednak,że efekt nie jest zbyt wyrazisty. 


Ja używam ich do wykończenia makijażu. Nie chcąc używać kolejny raz pudru, sięgam po perełki. Efekt nie jest spektakularny. Widać go jedynie przy większym stężeniu światła. Opakowanie jest dość ładnie i solidnie zrobione. Gąbeczkę wyrzuciłam na samym starcie, preferuję pędzelek do różu z Hakuro. 


Podsumowując żaden z produktów, które kupiłam nie wpłynął na moją cerę źle. Bardzo cieszę się z tego powodu oraz mam nadzieję,że dzięki mojej opinii łaskawszym okiem popatrzycie na ich pielęgnację, zwłaszcza,że ceny są dość atrakcyjne. Dajcie też znać co Waszym zdaniem, mając dany katalog w ręce jest godne uwagii.

Copyright © 2016
kargawr.pl
, Blogger