niedziela, 28 lutego 2016

Przepiekny kolor lakieru od Miss Sporty!

Zadbane paznokcie to wizytówka każdej kobiety - takie słowa często wypowiada moja babcia. Nie sposób nie zgodzić się z jej prostymi ale jak uniwersalnymi prawdami. Dziś chciałabym pokazać Wam pewną kombinację i produkty, które pomogły mi w uzyskaniu wymarzonego efektu na paznokciach.

 
Odżywka Sally Hansen Maximum Growth towarzyszy mi już długo. Pomogła mi zapuścić paznokcie oraz idealnie sprawdza się pod lakier. (Dzięki niej lakiery nie barwią moich paznokci a to naprawdę istotne.) Właśnie dziś nałożyłam na nią nowy lakier z Miss Sporty. Szukałam takiego koloru przez bardzo długi czas. Wystarczą tylko dwie warstwy do przykrycia paznokci. Schnie bardzo szybko! Numer to 030.
 
Aby kolor dobrze się trzymał, w ruch poszła nowość z Avonu. Powiem Wam,że ładnie nabłyszcza paznokcie. Użyłam jej na wcześniejszy kolor i koleżanka powiedziała,że moje paznokcie wyglądają jak hybrydy albo tipsy!
 



Co do srebra wykorzystałam art liner z Wibo. Marka ma w swojej ofercie lakiery z precyzyjnym pędzelkiem do ozdabiania więc myślę,że bez problemu znajdziecie je w Rossmannie. Dajcie znać jak podoba Wam się efekt końcowy. Ja od dawna szukałam takiego koloru! Jest piękny!

wtorek, 23 lutego 2016

Moje pierwsze zamowienie z aliexpress - czy wrazenia i sposob w jakim dokonuje sie zakupu sa zadowalajace? Podrobki Real Techniques

Witam po krótkiej przerwie. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi pierwszymi zakupami ze znanej chińskiej stronki aliexpress. Dużo razy zdarzyło mi się czytać Wasze posty i oglądać zakupy. To sprawiło,że zaczęłam się coraz bardziej nad tym zastanawiać i przeglądać produkty.



Postanowiłam na początek zainteresować się czymś tanim. Moją uwagę zwróciła kategoria z akcesoriami do makijażu. Tutaj dla przykładu możecie zobaczyć,że ceny nie są wygórowane. Dolara mnożę koło 4 zł i wiem wtedy mniej więcej jakiej ceny mogę się spodziewać. 

Kosmetyki wykluczyłam na wstępie ponieważ bałabym się używać czegoś co nie posiada np. podanego składu. Poza tym większość cieni to kultowe podrabiane paletki i nie chciałabym mieć przez to poźniej problemów z prawem. 


Za wielki plus uważam formę płatności i sposób zamrożenia pieniędzy. Dodając produkt do koszyka i wybierając opcję płatności, pieniądze są zabierane przez serwis. Dany sprzedawca otrzyma je dopiero wtedy gdy my sami potwierdzimy otrzymanie towaru i wszystko będzie zgodne z aukcją. W razie problemów otwieramy spór i podając powód otrzymujemy zwrot pieniędzy na konto. To samo jest w przypadku gdy za coś zapłacimy i np. chcemy zrezygnować. Sama się już o tym przekonałam i pieniądze szczęśliwie zostały mi zwrócone w bardzo szybkim tempie. 

Co prawda, nie będę się zagłębiać w sposób kupowania ponieważ znajdziecie na ten temat mnóstwo informacji w internecie. Wpisy, filmy powinny w prosty sposób wszystko Wam wytłumaczyć. 

Najważniejsze o czym trzeba pamiętać to:
sprawdzić komentarze osoby sprzedającej, (ważna jest ilość diamentów, która znajduje się obok nicku)
sprawdzić komentarze od osób, które dany produkt już kupiły, (często dodawane są zdjęcia i możemy zobaczyć jak coś wygląda realnie) 
wybierać opcję free shipping, która oznacza darmową wysyłkę ( jednak trzeba brać pod uwagę to,że paczka będzie możliwa do odbioru w granicach od 2 do 5 tygodni)


Przechodząc do mojego zamówienia, widzicie,że zamówiłam sobie dwa pędzle. Do złudzenia przypominają Bold Metals z firmy Real Techniques. Z tego co się orientuję to ich cena za zestaw to koło 250zł. Za te dwa, widoczne na zdjęciu zapłaciłam 17zł z darmową wysyłką.


Przesyłka dotarła do mnie dość szybko bo w 3 tygodniu od wysłania. Nawet nie zorientowałam się jak ten czas szybko zleciał i są już ze mną.


Zdjęcia które widzicie pokazują je tuż po umyciu i wyschnięciu. 



Nazywam je moimi chińskimi puszkami. Jestem w szoku,że są tak mięciutkie i tak świetnie współpracują z produktami. Obawiałam się,że włosie może być słabej jakości i nie będzie dobrze nabierać produktu. Powiem Wam,że do pudru są świetne! Mniejszy idealny jest pod oczy. 


Gdy do mnie dotarły nie towarzyszył im żaden brzydki zapach. Podczas mycia nie zauważyłam aby wypadł choć jeden mały włosek. 


Rączki są plastikowe więc na bieżąco będę dawała Wam znać czy coś złego się z nimi dzieje. Dla mnie jedynym minusem jest fakt,że strasznie mocno się palcują. Nie jest to wielki problem więc jakoś sobie z tym poradzę.


Jak widzicie jestem bardzo zadowolona. 17zł za takie dwa cuda to świetna inwestycja! Na aukcjach znajdziecie ich teraz dużo i są dostępne również inne kształty. Są przyjemne w dotyku, pięknie się prezentują. Sama zastanawiam się czy nie dokupić więcej?!


 Dajcie znać co myślicie. Ja jestem oczarowana :>

środa, 17 lutego 2016

Wroclaw - zakupy MAC, The Body Shop, Golden Rose. Haul Avon!


Wrocław to naprawdę piękne miasto i cieszę się,że mam do niego tak blisko. Znajduje się tam wiele sklepów kosmetycznych, w których lubię robić zakupy. Jeśli jesteście ciekawe jakie drobiazgi wybrałam, zapraszam dalej.


Kończący się żel tymiankowy z Sylveco spowodował,że musiałam wybrać sobie coś innego. Będąc w The Body Shop moją uwagę zwrócił kremowy żel do buzi. Zdaje sobie sprawę,że jego skład jest nieco gorszy ale już po pierwszym użyciu mogę śmiało stwierdzić,że zapach i konsystencja jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Mam nadzieję,że nie zrobi mi nic złego i będzie miłą odskocznią od żeli naturalnych. 


Radość jest podwójna ponieważ dostałam próbkę produktu na którym zawsze mi zależało. Mowa o serum z witaminą C do twarzy. Słyszałam o nim wiele dobrego, jak mi się spodoba kupię z pewnością pełnowymiarowe opakowanie. Drugi gratis to truskawkowy balsam, ma śliczny zapach!



Będąc we Wrocławiu wiedziałam,że nie odpuszczę sobie kremu rozświetlającego z MAC. Jeśli pamiętacie to właśnie go miałam na mojej wishliście na 2016r. Radość jeszcze większa, ponieważ dostałam go od bliskiej osoby w prezencie!


Pieniądze jakie miałam na krem, wydałam na stoisku Golden Rose. Nareszcie miałam możliwość dokupić mój ulubiony eyeliner. Do tego wybrałam słynną pomadkę w kredce w odcieniu 10. Puszek do pudru to raczej kwestia ciekawości, redlipstickmonster często powtarza,że taka forma aplikacji jest dla niej najlepsza więc na własnej skórze chce się przekonać o tym jak będzie ze mną. 



Wczoraj przyszło również moje zamówienie z Avonu. Odżywka do skórek, do paznokci, dwa lakiery.


Cążki do wycinania skórek.



Spray termoochronny do włosów, który już kiedyś miałam i miło wspominam. Do tego kultowe serum do końcówek, które nareszcie sama będę mogła wypróbować!


Żel pod prysznic, ich nigdy dość. Zawsze się przyda i kosztował tylko 3.99!



Do żelu dobrałam sobie zachwalany przez Hanię, z kanału makeuptv płyn do kąpieli! Zapach prześliczny!


Na koniec trzy próbki szminek, wszystkie w klimacie nude.


I tak prezentowałyby się moje nowości. Jutro dołączy jeszcze kilka rzeczy. Moje paczki z Chin dotarły! Postaram się jak najszybciej wszystkim podzielić!

niedziela, 7 lutego 2016

Konturówka do brwi w zelu Inglot - denko. Co o niej mysle? Czy kupie ponownie?

Wiele słyszałam na temat pomady do brwi z Anastasi Beverly Hills. Chętnie bym ją kupiła jednak istnieją pewne ograniczenia. Po pierwsze brak dostępności w Polsce stacjonarnie, po drugie boję się,że przez internet nie trafię odpowiednio z kolorem. Mam czarne włosy więc chciałabym mieć brwi w kolorze delikatniejszym aby za bardzo nie rzucały się w oczy i wyglądały w miarę naturalnie. Ponad 100zł online i myśl,że odcień mógłby się nie sprawdzić zmusiło mnie do poszukiwania zamiennika.


Pierwszym był kultowy Color Tattoo firmy Maybelline w odcieniu Permanent Taupe. Do dziś wspominam go bardzo miło i czasem zdarzy mi się podkraść go siostrze. Drugim produktem jest wspomniana konturówka do brwi z Inglota. Sprawdziłam w archiwum i kupiłam ją 31.08.15 w cenie 37zł.


Jak widać 2g produktu przy codziennym stosowaniu wystarczyło mi na dość spory okres. Obawiałam się,że tak nie będzie. Dziś śmiało mogę stwierdzić,że produkt jest wydajny. W kwestii koloru, w życiu nie usłyszałam od Was tak wielu miłych słów. Bardzo często zdarza mi się czytać,że moje brwi strasznie Wam się podobają. Jak widać zagadka rozwiązana, stoi za tym Inglot!


Produkt zużyłam do dna a kolor 21 pasuje do moich włosów. Nie jest czarny, raczej to taki czekoladowy, ciemny brąz.



 Jego nadmiar wyczesuję spiralką, również tej samej firmy. To naprawdę zgrany duet! 


Do nakładania używam skośnego pędzla z Hakuro. Służy równie dobrze!


Polubiłam konsystencję żelu jaką daje ta pomada. Z natury mam dość gęste brwi i ona dodatkowo mi je przytrzymuje. (Rozważam zakup bezbarwnego żelu ale nie jest to jakaś priorytetowa sprawa, kwestia ciekawości i testowania czegoś nowego.)

Mimo,że Anastasia Beverly Hills kusi uważam,że Inglot był świetnym wyborem i tańszą alternatywą. Sprawdził się u mnie bardzo dobrze i nie mam problemu z późniejszym demakijażem. Kolor nie schodzi, zwłaszcza mam na myśli końcówki brwi. Polecam nakładać go lekką ręką i nabierać małą ilość ponieważ jest mocno napigmentowany. 

Nie polecałabym produktu osobom, które nigdy nie podkreślały swoich brwi. Na początek lepiej zainteresować się cieniem bądź kredką. Pomada mogłaby zrobić Wam krzywdę. Lepiej zacząć od czegoś bezpieczniejszego. 

Cena w stosunku do jakości i wydajności jest jak najbardziej na miejscu. Teraz czas odpowiedzieć na pytanie czy kupię produkt ponownie?




Jak widać już to zrobiłam :>



 Kupiłam go w tym samym odcieniu by znów móc cieszyć się jego działaniem. 


Moje brwi i portfel są zadowolone, jestem ciekawa jak jest u Was? Znalazłyście coś odpowiedniego? 

sobota, 6 lutego 2016

Tymiankowy zel Sylveco - moja opinia, czy jest lepszy od rumiankowej wersji?

Zarówno demakijaż jak i pielęgnacja wieczorna jest dla mnie czymś ważnym i obowiązkowym. Od ponad roku interesują mnie kosmetyki z naturalnym składem. Zauważyłyście pewnie tak jak ja,że rynek oferuje ich naprawdę coraz więcej i jest na nie większy popyt. Dziewczyny częściej zwracają na takie kosmetyki uwagę i mówi się o nich bardziej. Dostrzegam jednak jeden problem. Mówiąc komuś o takich pielęgnacyjnych kosmetykach, kobiety zazwyczaj łączą je z wyższą ceną. Sama nie wiem z czego to wynika ponieważ jest dużo produktów, które można przyrównać pod względem ceny do tych z drogerii lub marketów. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o moim małym ulubieńcu, który sprawdza się u mnie rano i wieczorem i dostać możecie go w okolicach 15-20 zł online lub stacjonarnie.

Zanim o nim opowiem, przybliżę Wam czego w tym kosmetyku poszukiwałam. Jeśli czytacie mnie regularnie to wiecie,że jestem wielką fanką oczyszczania twarzy olejami. Na dzień dzisiejszy rozpoczęłam drugie opakowanie olejku firmy Resibo. Z racji swoich właściwości pozostawia on na buzi delikatną tłustą warstwę. Aby się jej pozbyć mogę zrobić to na kilka sposobów. Jednym z nich jest użycie specjalnej ściereczki, którą trzeba prać po każdym użyciu. Drugim sposobem jest zbieranie olejku gąbeczkami z celulozy, które za kilka złotych dostaniemy np. w Rossmannie. Trzecim jest użycie jednej pompki wspomnianego w tytule żelu. 


Ja jak to ja wykorzystuję jeden sposób albo łącze je ze sobą. Zauważyłam,że żel pomaga mi w pozbyciu się tłustości a do tego zapewnia dodatkowe oczyszczenie, dzięki któremu mam pewność,że pozbyłam się wszystkich kosmetyków z twarzy. Dla mnie ta kombinacja okazała się strzałem w dziesiątkę i cera dziękuje mi w ten sposób - w postaci braku nieprzyjaciół.



Przechodząc do samej konsystencji wielkim plusem jest niezbyt mocne pienienie się. Dla mnie nie ma nic gorszego niż trudności z późniejszym zmyciem. Nie chcę walki i wielkiej piany na buzi ala wściekły pies. Żel w moim odczuciu ma szybko oczyścić i przywrócić na buzi ład. Sylveco naprawdę to robi! Nie szczypie mnie w oczy, nie pogorszył stanu mojej cery, nie zauważyłam zapchania porów!



Przyrównując go do wersji rumiankowej ma bardzo podobne działanie i efekty. Różni je zapach,który jest tutaj dość kluczowy. Jeśli zastanawiacie się, którą wersję wybrać na początek, moją radą jest spróbowanie tymiankowego. Jest przyjemniejszy i nie tak mocno intensywny. Jak dziś pamiętam dzień gdy odkręciłam aplikator aby sprawdzić rumiankową wersję. Pierwsza moja myśl, to czy będę w stanie go używać. (Pocieszający był fakt,że gdy już się z zapachem oswoiłam, z każdym kolejnym dniem był dla mnie coraz bardziej neutralny.) Tymiankowy będzie więc dla Was lepszym wprowadzeniem do żeli tej marki. Moim zdaniem spodoba się pod względem zapachu bardziej. 


W kwestii wydajności przy regularnym stosowaniu rumiankowa wersja wystarczyła mi na jakieś 7 tygodni. Żel tymiankowy oceniam więc bardzo podobnie. Używam go piąty tydzień rano i wieczorem i jak widać ubyło już sporo.


Marka Sylveco ma swoich zwolenników i przeciwników. W kwestii kremów mam mieszane odczucia bo czytałam o przypadkach w których narobiły niezłą krzywdę. Zapewniam Was jednak,że żele do buzi to coś co nie tylko ja polecam. Cieszą się coraz większym zainteresowaniem i wcale się temu nie dziwię. Z pewnością sięgnę po kolejne opakowanie. Warto wspomnieć,że istnieje ich sklep internetowy oraz produkty dostępne są w sklepie mintishop. Naprawdę oprócz kolorówki, polecam Wam dorzucić ten żel do koszyka. Z ręką na sercu, nie zrobił mi żadnej krzywdy!
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.