czwartek, 28 kwietnia 2016

Pierwsze wrazenia kosmetykow pielegnacyjnych firmy Kiehls!

Pierwsze wrazenia kosmetykow pielegnacyjnych firmy Kiehls!
Równo 4 kwietnia rozpoczęłam używanie nowych produktów firmy Kiehls. Jeśli pamiętacie wybrałam cztery produkty. Mam o nich wyrobioną pewną opinię i dziś chciałabym się z Wami nią podzielić, zwłaszcza,że kupowanie tych kosmetyków tanią imprezą nie można nazwać. 


Jako wielka fanka różanego toniku do twarzy firmy Evree, nie pomyślałabym,że skusze się na małą wersję produktu marki Kiehls. Ciekawość jednak wzięła górę i wieczorne tonizowanie twarzy występowało teraz przy użyciu Ultra Facial Toner. Wydajność tego produktu nie należy do największych z tego względu,że trzeba produkt nakładać na wacik a przy 75ml łatwo się domyślić,że  buteleczka szybko zrobiła się lżejsza.


Sam tonik jest białej konsystencji. Spodobał mi się efekt odświeżenia, który niewątpliwie jest jego największą zaletą. Tonizując buzie, towarzyszy mi poczucie delikatnego chłodu. Posiada bezalkoholową formułę i jest przeznaczony dla każdego typu cery.


Ani razu mnie nie podrażnił, nie zauważyłam też żadnego przesuszenia. Jestem z niego naprawdę zadowolona i cieszę się,że skusiłam się aby go poznać. Być może w przyszłości pomyślę o większym opakowaniu i będę mogła używać go dłużej. Na dzień dzisiejszy zbyt wiele go już nie zostało więc używam go na zmianę z resztką produktu marki Evree.


Kolejnym produktem jest głęboko nawilżający żel nagietkowy. Tutaj podobnie jak przy toniku, dorzuciłam go do koszyka z powodu chęci poznania kolejnego bestsellera marki w mniejszej odsłonie. Na wstępie zaznaczę,że ani trochę nie żałuję tego zakupu! Mimo,że wcześniej używałam wielu dobrych produktów tego typu, ten ma w sobie coś szczególnego!


Po pierwsze wystarczy go bardzo mała ilość aby dokładnie oczyścić twarz! Mała kropla w połączeniu z wodą tworzy delikatną pianę, która w żadnym stopniu nie podrażniła moich wrażliwych oczu. Przypomina mi w konsystencji tymiankowy bądź rumiankowy żel Sylveco, z tą różnicą,że Kiehls ma piękniejszy zapach! To jego duży atut - kto by pomyślał,że nagietek może ukazać się z tak przyjemnej strony. Zamawiając produkt byłam przygotowana,że zapach być może mi się nie spodoba a tu taka miła niespodzianka! Z pewnością do tego produktu wrócę! Przy codziennym wieczornym i dziennym stosowaniu mam jeszcze połowę opakowania więc nie ma źle!


Słynny krem pod oczy z awokado chodził za mną od dawna. Wciąż na blogach i yt jest o nim głośno. Nie zaskoczę Was jeśli napiszę,że i u mnie świetnie się sprawdza?!


Ma bardzo przyjemną i bogatą formułę, która zapewnia mi odpowiednie nawilżenie. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to opakowanie oraz wydajność. O wiele lepiej sprawdzają mi się kremy z pompką i żałuję,że tutaj taka forma aplikacji nie występuje. Co do wydajności, używam kremu pod korektor oraz w nieco większej ilości na noc i niedługo przekroczę połowę mniejszego opakowania. Jeśli kiedykolwiek miałabym do niego wrócić, wolałabym dopłacić do większej wersji. Nastawiałam się,że słoiczek wystarczy mi do końca czerwca. Patrząc,że przede mną jeszcze cały maj - nie mogę być tego taka pewna.



W pełni rozumiem jego fenomen i pod względem działania nie mam do niego żadnych zarzutów! Robi co ma robić, dobrze współgra z korektorami pod oczy takim jak np. Loreal perfect match czy MAC Pro Longwear. Gdybym miała wybrać pomiędzy wcześniejszym kremem z Resibo a tym, wybrałabym moją nowość.


Na koniec produkt najbardziej przeze mnie wyczekiwany. To co o nim się słyszy, porównywalne jest do legend na temat szminek MAC! Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała go spróbować! Mowa o Midnight Recovery Concentrate



Posługując się zdjęciami,które dodałam na bloga 4 kwietnia chciałabym przypomnieć Wam formę aplikacji oraz bogaty skład. Same widzicie ile olejków posiada. Używam produktu codziennie wieczorem, wklepując jedynie trzy krople.


Tutaj historia jest najbardziej zawiła ponieważ z dniem gdy zaczęłam używać tego produktu zauważyłam na drugi dzień niedoskonałość na policzku. Okazało się to dla mnie dość dziwne z tego względu,że wcześniej stosowałam dużą ilość różnych olejów i nic podobnego nie miało miejsca. Do tego nie umiałam przełamać się w kwestii zapachu. Lawenda jest dość specyficzna i albo polubi się ją od razu albo tak jak w moim przypadku z czasem. Być może było to spowodowane tym,że wcześniejszy różany olejek z Evree był przyjemniejszy. Używając produktu regularnie zapach nie stanowił po czasie dla mnie problemu. Niedoskonałość zniknęła i znów mogę cieszyć się bezproblemową cerą. Efekt produktu nie podziałał na mnie od razu. Po kilku dniach odczułam bardziej wyraźne nawilżenie. Najbardziej odczuwalne jest to rankiem, tuż po przebudzeniu. Buzia jest wyraźnie gładsza i milsza w dotyku. Przy Evree efekt był zdecydowanie słabszy. Na dzień dzisiejszy uważam,że produkt mi służy i produkty do makijażu dzięki niemu na drugi dzień wyglądają na mojej cerze ładniej. Jestem zadowolona, choć w sekrecie Wam napiszę,że żółta wersja na dzień, którą miałam jako próbkę pod względem zapachu przebija go o sto razy! Pachnie jak słodkie, landrynkowe cukierki! 




Krótko nadmienię,że koncentrat bardzo polubił się w duecie z nawilżającym kremem z Evree. Dawno nie miałam tak gładkiej buzi!


Jak widzicie każdy produkt mnie zadowolił. Najbardziej wydajny będzie wspomniany przed chwilą koncentrat. Po 24 dniach od stosowania praktycznie nie widać zużycia, co bardzo mnie cieszy! Do każdego kosmetyku chętnie bym powróciła i jedyne o czym marzę to niższe ceny!

środa, 27 kwietnia 2016

IT'S SKIN Cream Moisture Nawilzajacy krem BB - pierwsze wrazenia po 2 tygodniach stosowania!

IT'S SKIN Cream Moisture Nawilzajacy krem BB - pierwsze wrazenia po 2 tygodniach stosowania!

Równe dwa tygodnie temu przyszła do mnie paczuszka ze sklepu internetowego mintishop. Jeśli pamiętacie oprócz miodowej maseczki w płacie zamówiłam wspomniany w tytule postu krem BB. Najwyższy czas przyjść do Was z moimi pierwszymi wrażeniami na temat tego produktu!


Wersja którą posiadam jest przeznaczona dla skóry suchej i normalnej. Zawiera wysoki filtr przeciwsłoneczny SPF 36 PA++ (UVA/UVB) i kosztuje 39zł za 30ml. 


Nie będę owijać w bawełnę i napiszę od razu,że krem BB sprawdza się u mnie idealnie! Kolor w 100% stapia się z moim kolorem skóry, kryjąc przy tym wszystkie niedoskonałości i zaczerwienienia, zwłaszcza w okolicach nosa.Warto wspomnieć o przepięknym zapachu, który tylko umila aplikację!


Z racji tego,że wiele kobiet używało CC Cream od Bourjois chciałabym odnieść się również i do tego produktu. BB Babyface nie jest tak mocno lejący, ma jakby bogatszą formułę, której wystarczy odrobina do pokrycia buzi. Zdecydowanie wygrywa u mnie pod względem trwałości i koloru. Bardziej się dopasowuje i jest niezwykle lekki.


W żaden sposób nie pogorszył stanu mojej cery, wręcz przeciwnie uważam,że wygląda na niej bardzo ładnie. Nakładam go beauty blenderem i nie odczuwam dyskomfortu. Nie robi plam i nie ciemnieje. 
Kierowałabym go raczej dla kobiet z cerą bez problemów bądź z niewielkimi niedoskonałościami, które zawsze można przykryć dobrym korektorem. Powiem szczerze,że jestem w szoku,że tak bardzo się polubiliśmy i z pewnością do tego produktu wrócę! Jego dużym plusem jest również fakt,że świetnie wygląda bez przypudrowania! (Gdyby nie to,że lubię konturować twarz i ją rozświetlać, spokojnie mogłabym zostawić go bez niczego!) Sięgam po niego teraz najczęściej! (uwierzycie,że born this way od too faced czy loreal true match poszły w odstawkę!?)



Jeśli chodzi o promocje w Rossmannie kupiłam pierwszy produkt! Używałam go przed pomadą z Inglota i chciałam znowu sobie przypomnieć o efekcie jaki dawał. Zapłaciłam za niego koło 13zł więc jak najbardziej było to opłacalne. Może niedługo zrobię jakieś porównanie i dacie znać w której wersji kolorystycznej wyglądam lepiej. 

niedziela, 24 kwietnia 2016

Zakupy z ostatnich dni - evree, kobo, vichy, inglot!

Zakupy z ostatnich dni - evree, kobo, vichy, inglot!
Szał promocji w Rossmannie trwa w najlepsze. Byłam wczoraj i nic nie wybrałam. Zastanawiałam się nad wypiekanym różem z Bourjois ale nie było koloru który by mi odpowiadał. Na dniach zrobiłam inne zakupy więc dziś się z Wami nimi chętnie podzielę! 


W naturze kupiłam krem z Evree, który świetnie sprawdza mi się pod makijaż. Szybko się wchłania, jest dość wydajny i przyjemnie pachnie! Często będę do niego wracać! Korzystając z promocji -40% na produkty marki KOBO skusiłam się na matową pomadkę w płynie. W aptece sięgnęłam po ulubiony przeciwłupieżowy szampon z Vichy. Zawsze czekam na promocje i tym razem przy -25% zapłaciłam za niego 39zł. Jako jedyny działa, nie podrażnia, mocno się pieni i podnosi włosy u nasady z czego bardzo się cieszę. 


Wracając do samej pomadki, na instagramie pokazywałam Wam już jak się prezentuje. Ma przyjemny brzoskwiniowy zapach i łatwo się rozprowadza. Dla mnie nie jest do końca matowa, do tego trochę się klei. Przyjemnie nosi się na ustach choć jak na tego typu produkt spodziewałam się nieco innej konsystencji. Zapłaciłam za nią niecałe 9zł i efekt jaki uzyskałam satysfakcjonuje mnie i będzie towarzyszył mi w ciepłe wiosenne i letnie dni.


Ostatni przystanek na liście sklepów - Inglot. Moje ostatnie zakupy robiłam tam podczas Mikołajek. To właśnie wtedy pani opowiedziała o jednym produkcie, który później przez kilka miesięcy siedział mi w głowie. Z uwagi na coraz cieplejsze dni postanowiłam się na niego skusić. 



Mowa o odświeżającej mgiełce do twarzy dla cery normalnej i suchej. Zależało mi na produkcie, który mogę używać na koniec swojego makijażu, który scali mi warstwę podkładu z pudrem i ściągnie nadmiar. Do tego przyjemnie nawilży i odświeży buzię! (Można powiedzieć,że produkt marki Inglot to tańsza alternatywa dla Fix+ z MAC.) Wiele moich ulubionych youtuberek używa tego produktu i bardzo sobie chwali dlatego wiedziałam,że prędzej czy później będę chciała mieć mgiełkę u siebie! 


Jako ogromna fanka błysku w kąciku skusiłam się na czwarty pigment tej marki. Dla mnie są lepsze pod względem samej konsystencji jeśli miałabym porównać je do MAC. (Są bardziej zmielone i lepiej się przez to je nakłada.)




Pigment 118 widziałam w filmikach Katosu. Czegoś takiego w mojej kolekcji mi brakowało! Polecam przejść się na stoisko i zobaczyć ten odcień na żywo! Zdjęcia nie oddają w pełni jego piękna! 


Na dniach przyjdę do Was z moimi pierwszymi wrażeniami! Opowiem Wam o mgiełce i jej efekcie, użyję pigmentu oraz nowej pomadki. Dajcie znać czy coś macie, chętnie poznam Wasze opinie!

niedziela, 17 kwietnia 2016

Fresh Garden Mask Honey Skin79 - maseczka w placie!

Fresh Garden Mask Honey Skin79 - maseczka w placie!
Niedziela od zawsze jest dla mnie szczególnym dniem jeśli chodzi o pielęgnację. Całkowicie rezygnuje z makijażu, nie suszę włosów suszarką tylko daje im swobodnie wyschnąć. Poświęcam ten dzień regeneracji i korzystam z produktów które ciężko byłoby mi użyć w tygodniu, z braku czasu i często siły. 


Wiedziałam,że to właśnie dziś skorzystam pierwszy raz z maseczki w płacie. Mój pierwszy wybór padł na miodową, marki SKIN79. 


Zapewne kojarzycie ją z ostatniego wpisu w którym dzieliłam się z Wami moimi nowymi produktami ze sklepu internetowego mintishop. Koszt jednej sztuki to 10zł.


Po pierwsze bardzo zaskoczył mnie zapach - myślałam,że otrzymam coś bardzo słodkiego. Zdziwiłam się ponieważ maseczkę charakteryzuje coś zupełnie innego, ciężkiego do sprecyzowania. Nie jest to dla mnie wadą, gdyż produkt w żaden sposób mnie do siebie nie zniechęcił ale oczekiwania miałam całkiem odmienne. Drugą sprawą, którą poczułam chwilę po aplikacji było uczucie zimna. Oczywiście nie było to dla mnie uciążliwe, wpłynęło to w ogromnym stopniu na poczucie świeżości. Od razu w głowie pojawiła się myśl,że maska będzie idealna po gorących letnich dniach wieczorem! 

Jak widzicie na zdjęciu sam produkt był na mnie trochę przyduży ale na całe szczęście nic mi się nie zsuwało i z łatwością mogłam przez 20 minut robić inne rzeczy. (Po ściągnięciu zostawiłam serum na buzi aby powoli się wchłaniało.)


Przyznam,że maseczka w płacie pozytywnie mnie zaskoczyła. Buzia jest przyjemnie odświeżona. Nie zauważyłam żadnego podrażnienia, cera ma kolor taki sam jak przed nałożeniem. Z uwagi na uczucie chłodu zgodzę się,że wpływa na ukrwienie czy elastyczność. (Nie bez powodu na opakowaniu widnieje więc napis FRESH GARDEN MASK!) Z porami nie mam większych problemów więc nie oczekiwałam ogromnych cudów. Podsumowując chętnie do niej wrócę mimo,że początkowe wyobrażenia miałam zupełnie inne!

czwartek, 14 kwietnia 2016

Promocja Rossmann -49%, co polecam kupic?!

Promocja Rossmann -49%, co polecam kupic?!
Od 20 kwietnia rusza wielka promocja w Rossmannie dzięki której będziemy mogły kupić produkty aż 49% taniej. Przeglądając kosmetyki, które obecnie posiadam postanowiłam pokazać Wam co mi się sprawdza i dlaczego warto zwrócić na to uwagę. Nie ma tego dużo bo ostatnimi czasy zamawiam głównie produkty przez internet ale od czasu do czasu zdarzy mi się kupić coś wyjątkowego dlatego myślę,że post okaże się przydatny.


Pierwszym produktem, który mogę Wam polecić jest CC Cream od Bourjois. Jak na tego typu kosmetyk jestem pod wrażeniem jego krycia! Radzi sobie całkiem nieźle! Przepięknie pachnie i jest dość wydajny. Nie trzeba nakładać go dużo aby pokryć całą buzię. 


Posiadam najjaśniejszy odcień. Przypasował mi o wiele bardziej niż Healthy Mix w odcieniu 51 light vanilla. CC Cream ma przewagę  nad wspomnianym przeze mnie podkładzie ponieważ nie ciemnieje mi na buzi. Lubię HM i podoba mi się jego konsystencja jednak potrafił się odcinać a ja za efektem maski nie przepadam.


Pozostając przy firmie Bourjois, kilka słów poświecę ich sypkiemu pudrowi. U mnie sprawdza się idealnie pod oczy w celu utrwalenia korektora.


Jest bardzo dobrze zmielony i nie odznacza się na skórze. W dodatku charakteryzuje go ogromna wydajność. Nie wiem czy kiedykolwiek go zużyję! 


Jeśli chodzi o puder prasowany, nie mogę zapomnieć o Stay Matte firmy Rimmel. Nie jestem fanką opakowania, ponieważ po dłuższym czasie napisy się ścierają i nie wygląda to ładnie. Nie mogę mu jednak zarzucić złego działania ponieważ sprawdza się dość dobrze w makijażach codziennych. Nakładając go z samego rana, poprawki robię popołudniem i jestem zadowolona. (Warto jednak zaznaczyć,że nie jestem fanką dużego matu i nie oczekuję tego po tym produkcie.)


Z drogeryjnych korektorów bardzo lubię Perfect Match od Loreal. Osobiście uważam,że nie nadaje się on do zakrywania większych niedoskonałości. Dla mnie jego głównym zadaniem jest rozświetlenie wybranych partii twarzy!


Najjaśniejszy dostępny kolor jest bardzo żółty dlatego sprawdza się u mnie pod oczami! Wklepany beauty blenderem wygląda bardzo dobrze! Nie należy jednak przesadzić z ilością ponieważ może wejść w zmarszczki mimiczne! 


Moim sprawdzonym drogeryjnym tuszem jest oczywiście Loreal So Couture. Obecnie używam chyba piąte opakowanie. Uwielbiam go za jego szczoteczkę, którą mogę dotrzeć do każdej rzęsy. Pięknie rozdziela i delikatnie pogrubia! Taki efekt lubię najbardziej!


Jeśli chodzi o produkty do ust w mojej kolekcji najwięcej mam produktów marki Rimmel. Polecam więc z całego serca zatrzymać się przy ich szafie i skusić się na jakiś produkt do ust. 



Firma oferuje wiele wykończeń a do tego ceny regularne są przyjazne dla portfela! Tym bardziej nie można przejść obojętnie obok nich na promocji! 


Jeśli nie macie większych problemów z ustami polecam wybrać jakieś masełko firmy Nivea! Ja codziennie przed snem nawilżam sobie takim usta! Nie wspomnę o tym,że pachnie przepięknie!


Na koniec moja ulubiona cielista kredka na linię wodną od firmy Manhattan. Mam ją bardzo długo a używam codziennie! Nie podrażnia, trzyma się dość dobrze i do tego ma ładne opakowanie! Mój must have!


Tak prezentują się moje typy jeśli miałabym polecić Wam coś z drogerii. Czy sama mam w planach kupno jakiegoś produktu? Być może przyjrzę się matowym pomadkom w płynie od Bourjois! Uwierzycie,że nigdy ich nie miałam?! (Może polecicie mi jakiś odcień nude, który sprawdzi się na codziennie dni?)
Copyright © 2016
kargawr.pl
, Blogger