niedziela, 31 lipca 2016

Ulubieńcy lipca 2016! pielęgnacja, kolorówka, film!

Ulubieńcy lipca 2016! pielęgnacja, kolorówka, film!
Już jutro, kolejny miesiąc jakim jest sierpień. Lipiec minął mi w ekspresowym tempie i jak mogłyście zauważyć, postów z braku czasu pojawiało się o wiele mniej. Od dawna podejrzewałam,że tak będzie ale wiedziałam jedno - ulubieńcy lipca pojawić muszą się obowiązkowo dlatego z wielką przyjemnością chciałabym Was dziś na nich zaprosić!


Przez ostatnie tygodnie towarzyszył mi nowy krem na noc marki Tołpa. Jeśli tak jak ja, lubicie spędzać wolny czas na oglądaniu ulubionych youtuberek i jedną z nich jest kanał Fokusowanej, to produkt ten z pewnością powinnyście u niej kojarzyć! Osobiście bardzo cenie ją za szczerość. W dobie często opłacanych reklam, ciężko jest znaleźć kanał w 100% wiarygodny.


Powracając jednak do samego produktu, bardzo zastanawiała mnie jego konsystencja. Przed oczami miałam coś na zasadzie klasycznego kremu Nivea. Muszę stwierdzić,że sam w sobie jest dość treściwy ale przy tym wchłania się dość przyzwoicie. Bez obaw, nie pobrudzicie nim poduszki, podczas snu! (Dodam,że stosuję go na koncentrat Kiehl's więc pod tym względem uzupełniają się świetnie i rano buzia jest przyjemnie nawilżona!). Na koniec przypomnę o jego cudownym zapachu! Ciężko jest mi go sprecyzować, to coś pomiędzy zapachem szminek MAC, pomieszanym z dużą ilością miodu! Kupiłam go w cenie 32zł w Rossmannie choć wiem,że online można za pomocą zniżki zdobyć go taniej! Polecam!


Od dawna szukałam czegoś dobrego do temperowania kredek do oczu i ust. Buszując po Rossmannie nie znalazłam nic ciekawego dlatego zdecydowałam się zapytać o tego typu produkt przy stoisku Inglota. Spodziewałam się wysokiej ceny i w akcie desperacji wiedziałam,że dam za nią i 20zł. Gdy usłyszałam zaledwie 8, zapytałam o koszt jeszcze raz, ponieważ myślałam,że źle usłyszałam! Miłe zaskoczenie i dodam,że wszystko działa znakomicie!


Dzięki niej, od razu sięgnęłam po ulubioną cielistą kredkę na linię wodną, marki Manhattan. Jest bardzo wydajna i  dość trwała. Nie wyobrażam sobie jej nie mieć!


Z racji lipcowych upałów, sięgnęłam również po bazę The Porefessional firmy Benefit. Jeśli dobrze pamiętacie, zdecydowałam się na jej zakup podczas świąt Bożego Narodzenia. Nakładałam ją na nos w celu wygładzenia tego miejsca i przedłużenia trwałości podkładu. Jakiś czas temu powstał również osobny post o tym,że odrobina wędruje również w miejsce pod oczami. W ten sposób korektor znacznie mniej się zbiera i całość wygląda o wiele bardziej estetycznie!


Z racji czerwcowych urodzin, zdecydowałam się również na zakup kolejnych, dwóch pędzli marki Zoeva z serii Rose Golden. Łącznie mam cztery i każdy chciałabym pochwalić! Od zawsze marzyłam o całym zestawie jednak cena była ogromną przeszkodą! Mimo,że w przyszłości zamierzam zakupić więcej i mogłoby kiedyś przekroczyć to cenę kompletu, nie żałuję ponieważ w tym przypadku to ja decyduję o wyborze konkretnego modelu! 


Czerwcowe urodziny wiązały się również z zakupami w salonie MAC. Puder mineralny Light Plus oraz róż Warm Soul były produktami, które chciałam wypróbować od dawna. Matowa szminka Velvet Teddy, była prezentem od siostry!


Nie skłamię gdy napiszę,że poświęciłam im każdy dzień lipca. Towarzyszyły mi w każdym makijażu!


Puder cenię za to,że nie daje na mojej buzi 100% matu. Mam wrażenie,że ładnie odbija światło i daje satynowy efekt. Makijaż bardzo ładnie wygląda a wypiekana formuła sprawia,że denko pojawi się znacznie później niż w pudrach w kamieniu. Jedynym minusem, tak jak w przypadku różu czy rozświetlacza Soft and Gentle jest pylenie się. (Osobiście jakoś bardzo mi to nie przeszkadza ponieważ raz na jakiś czas i tak każdy z produktów czyszczę.) W kwestii odcienia Light Plus mogę powiedzieć,że nie bieli mi twarzy ani nie żółci. Jak dla mnie nie zmienia koloru nałożonego podkładu i korektora. Bardzo dobrze się wtapia i wygląda naturalnie!


Róż Warm Soul, podobnie jak rozświetlacz Soft and Gentle bądź wypromowana przez Kardashianki szminka Angel, jest kultowym kosmetykiem tej marki! Każda kobieta ceniąca sobie produkty firmy, słyszała o tym produkcie nie raz! Moja ciekawość nareszcie została zaspokojona i podzielam zachwyt innych!


Pierwsze co nasuwa mi się na myśl, to fakt,że minie kilka dobrych lat zanim pojawi mi się w nim denko! Wystarczy mała odrobina i na naszych policzkach pojawia się przepiękna chmurka koloru! Szczególnie cenię sobie ten róż za to,że efekt można budować i nie mam obaw o to,że zrobię sobie nim krzywdę! Moja przygoda z różami dopiero się rozpoczyna i jest to dla mnie dość istotne. Potrzebowałam czegoś na co dzień, co będzie pasowało do większości dziennych makijaży. Przepełnia mnie ogromna radość, ponieważ coś takiego właśnie znalazłam!


Bardzo podobnie jest w przypadku koloru szminki Velvet Teddy. Niezależnie od intensywności makijażu oczu, komponuje się za każdym razem wspaniale!


Matowe wykończenie jest niezwykle przyjemne na ustach. Używałam jej każdego dnia i nie zauważyłam przesuszenia! Siostra również ją kupiła i podziela moje zdanie! Wspólnie stwierdziłyśmy,że dawno nie miałyśmy produktu, do którego (poza ceną) nie można się przyczepić! 


Na koniec kilka słów o kremie do skórek firmy Avon. Wciąż lubię go nakładać ponieważ sprawia,że dłonie prezentują się piękniej. Jest dość tani, w okolicach 10zł.


Kiedyś Wam  już o nim wspominałam i pokazywałam,że nakładam w taki o to sposób. Nadmiar wcieram w skórki i cieszę się ich pięknym wyglądem! Mała rzecz a cieszy!


Filmem miesiąca został Zanim się pojawiłeś. Wiem,że jest do kupienia również książka dlatego prędzej czy później się na nią zdecyduję! Sam film pozostawia pewien niedosyt i sprawia,że człowiek inaczej postrzega życie. Codziennie słyszy się,że należy je doceniać i cieszyć się tym co mamy. To wielka prawda,o której mam wrażenie większość ludzi zapomina. Sama należę do osób, która dla najbliższych potrafi zrobić wszystko i nie wyobrażam sobie być w sytuacji z którą pogodzić na końcu musi się główna bohaterka. Więcej zdradzać nie będę i namawiam Was do obejrzenia. Być może tak jak w moim przypadku, głębiej zastanowicie się nad sensem wszystkiego co codziennie nas otacza i wyciągniecie podobne wnioski.

niedziela, 24 lipca 2016

Kosmetyczna wishlista Sephora!

Kosmetyczna wishlista Sephora!
Uwielbiam kosmetyki i nie będę tego ukrywać! Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia i spora część, która mnie interesuje, często na dany moment przerasta mnie finansowo. Mam na to jednak sprawdzony sposób! Staram się tworzyć kosmetyczne wishlisty i odkładam na konkretne produkty pieniądze. Do tego omijam drogerie i nie kupuję zbędnych kosmetyków. Jeśli jesteście ciekawe co na daną chwilę mnie zainteresowało i co jest powodem tego,że zrezygnowałam całkowicie z zakupów kosmetycznych na okres czerwca-września, zapraszam do czytania dalej!




Pierwszym produktem, o którym zbieram informację od ponad roku jest podkład Lancome Teint Miracle. Poznałam go dzięki kanałowi yt callmeblondie. Odkąd pamiętam pozytywnie się na jego temat wypowiadała i za każdym razem podziwiałam efekt jaki nim uzyskiwała. Osobiście jestem fanką rozświetlonej cery, która wygląda bardzo naturalnie. Nie mam większych problemów z buzią dlatego mam przeczucie,że sprawdzi się u mnie świetnie. Moja cera zmierza w kierunku normalnej, suchej więc porządna dawka blasku jej nie zaszkodzi! Kolejnym plusem jest gama kolorystyczna! Jestem bardzo blada i ogromnie się cieszę ponieważ odcień 005 beige ivore jest dla mnie wręcz stworzony! Cena jak widać jest dość wysoka dlatego z pewnością zdecyduję się na zakup online, gdzie będę mogła wykorzystać 20% rabat. 


Intensywnie myślę również o zakupie nowego korektora, który z racji swojej pojemności wystarczy mi na dłużej w porównaniu do drogeryjnych produktów. Obecny 5ml Loreal True Match jest dla mnie dobry jednak postanowiłam,że w następnej kolejności dam szansę rozsławionemu korektorowi Magic Concealer od Heleny Rubinstein! Przy codziennym stosowaniu średni czas użytkowania wynosi do 7 miesięcy. Uważam więc,że jego cena, zwłaszcza,że i tutaj skorzystam z 20% rabatu nie jest wygórowana. Miałam okazję sprawdzić kolor 01 Light w drogerii i byłam pod wrażeniem! Kobiety chwalą go za efekt przepięknie rozświetlonej skóry pod oczami a ja czegoś takiego podczas swoich wyborów pożądam! W dodatku wychodzę z założenia,że jeśli coś jest naprawdę dobre i stanowi przy tym bazę makijażu, to warto odłożyć pieniądze i cieszyć się z efektu!


Beauty Blender to produkt którego używam od ładnych paru miesięcy i zakupu nie żałuję. Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie powrócić do palców bądź pędzli. Uzyskuję nim najpiękniejszy efekt a do tego aplikacja jest bardzo szybka. Miałam kiedyś inne tańsze gąbki jednak ich struktura i stopień miękkości znacznie odbiegały od tego, czego używam teraz. Rozumiem i w pełni podzielam zachwyt nad Beauty Blenderem. Jeszcze rok temu szkoda byłoby mi wydać na niego chociażby 30zł. Cieszę się jednak,że zaryzykowałam i odkryłam korzyści jakie daje!



Ostatnim produktem, który będę chciała wypróbować jest błotna maseczka oczyszczająco-matująca Sephory. Nie ukrywam,że chciałabym kiedyś użyć kultowych masek Glam Glow jednak ich cena jest nawet 6 - krotnie większa! Warto podkreślić,że maska przedstawiona na zdjęciu wyżej jest uznawana jako całkiem dobry, tańszy zamiennik białej wersji Glam Glow! Cena w stosunku do pojemności i ogromnej ilości pozytywnych opinii skutecznie mnie do siebie przekonała i mam nadzieję,że we wrześniu ją sobie sprawię!


I tak prezentują się moje plany zakupowe na wrzesień. Wiem,że w sierpniu do Sephory wchodzi firma NARS więc nie ukrywam,że być może na jakiś jeden produkt się zdecyduję. Nie mam na nią większego parcia ale kto wie, co do zaoferowania i w jakich cenach będzie miała perfumeria!

sobota, 16 lipca 2016

Zbierający się korektor pod oczami? to już nie problem! Makijaż dzienny!

Zbierający się korektor pod oczami? to już nie problem! Makijaż dzienny!
Od czasu do czasu zdarza się,że korektor, który nakładamy pod oczy brzydko wchodzi w załamania skóry i psuje tym samym makijaż. Raz robi to w sposób delikatny i efekt jest do zaakceptowania, a innym razem chciałoby się szybko wszystko zmyć i zacząć od początku. Oczywiście w moim przypadku staram się w odpowiedni sposób tego typu produkt rozprowadzić, przyklepać gąbeczką i utrwalić pudrem.  Nie wspomnę o odpowiedniej pielęgnacji tej delikatnej strefy! 

W mojej skromnej kolekcji posiadam znany wszystkim, drogeryjny korektor True Match firmy Loreal w najjaśniejszym, bardzo żółtym odcieniu. Nie raz, nie dwa wspominałam Wam,że z racji koloru idealnie rozświetla i kamufluje oznaki zmęczenia. Problem pojawia się właśnie w jego brzydkim zbieraniu się dlatego trzeba nakładać go w dość małej ilości. Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad tym jak poprawić efekt i móc cieszyć się z jego działania w 100%. Na pomoc przyszła mi Katosu, która w swoim filmie wspomniała o nakładaniu bazy wygładzającej w miejsca pod oczami, która wszystkie drobne linie wypełnia i sprawia,że korektor zbiera się mniej.


Co więcej w swoim filmie przedstawiła bazę, którą znam doskonale od czasów zeszłorocznej wigilii ponieważ była ona wynikiem świątecznego prezentu. Do tej pory nakładałam ją punktowo w strefie T. Najbardziej zależało mi na wygładzeniu nosa i jego okolic. Sprawdzała się świetnie i wciąż to robi! Przez okres wakacyjny jest niezastąpiona ponieważ dodatkowo przedłuża trwałość nakładanego w te miejsca podkładu!


Jej delikatny kolor, pod wpływem rozprowadzania znika i na twarzy jest kompletnie niewidoczny dlatego nie musicie się go obawiać. Powracając jednak do tematu jak zapewne się domyślacie wypróbowałam radę Katosu i małą odrobinę wklepałam pod oczy. Efekt niesamowicie miło mnie zaskoczył ponieważ zapewnienia okazały się prawdziwe! Korektor się nie zebrał! Od tego momentu każdego dnia powtarzam ten krok i z podziwem spoglądam w lusterko!  Cieszę się ponieważ znalazłam kolejne dobre zastosowanie ThePorefessional ! Uważam go za świetny produkt i polecam zainteresować się na start kupnem takiej miniaturki, na którą dodatkowo online na stronie Sephory, po wpisaniu kodu obowiązuje rabat 20%!


Tym samym uważam,że jakość samego makijażu dzięki tego typu postępowaniu zyskała na jeszcze większej atrakcyjności i całość prezentuje się niezwykle ładnie. Jak widzicie wciąż staram się wykończyć krem CC od Bourjois. Postanowiłam skończyć wszystkie resztki i dopiero po lecie zainwestować w coś nowego. Produkt świetnie się sprawdza, kryje średnio, na buzi jest niewyczuwalny i ładnie rozprowadzają się na nim inne produkty.


Mineralny puder z MAC w odcieniu Light Plus jest intensywnie testowany. (Niedługo minie okres trzech tygodni.) Na dzień dzisiejszy jestem z niego równie zadowolona. Obawiałam się,że może źle wpłynąć na stan mojej cery ponieważ czytałam przeróżne opinie na ten temat. Odpukać ale nic złego się nie dzieje więc pozostaje się tylko cieszyć!


Na chwilę obecną jeśli chodzi o konturowanie i dodawanie delikatnej opalenizny wygrywają produkty z Kobo oraz Makeup Revolution. Róż to MAC Warm Soul.
 

Przez długi czas obawiałam się takich produktów na swojej buzi. Cieszę się,że dałam im szansę i efekt różu na policzkach mi się spodobał. Ten daje bardzo delikatny efekt, co w moim odczuciu jest dość dobre ponieważ mam pewność,że nie zrobię sobie nim żadnej krzywdy!


Produkt KOBO w odcieniu Sahara Sand, kupiłam kilka miesięcy temu w Naturze, koło 10zł. Lubię to co robi na moim policzku, mimo,że jego trwałość nie jest największa. Do codziennych makijaży lubię do niego powracać. 


Do wzmocnienia efektu i dodaniu buzi więcej koloru, wróciłam także do serduszka Summer of Love, które online kupicie w granicach 20-25zł. Produkt dość delikatny lecz jego intensywność można budować, za co dla mnie ogromny plus!



Rozświetlacz którego używam na okrągło i jest bardzo trwały to kultowy MAC Soft and Gentle! Nie mogę powiedzieć na jego temat złego słowa!


Kreska eyelinerem to oczywiście produkt Golden Rose. Trzecie opakowanie i zapewne nie ostatnie! Na linię wodną nakładam białą kredkę z Essence, która daje niezbyt mocny efekt a ładnie otwiera oko. (W kwestii cielistej jestem w poszukiwaniu czegoś nowego dlatego chętnie poznam Wasze propozycje!) Tusz do rzęs to wciąż Max Factor Xperience, który kupiłam online za 17zł.


Baza pod cienie to niezastąpiona czarna tubka z Inglota. Od mikołajek 2015 używam codziennie a mam jeszcze ponad pół opakowania! Kształt brwi i wypełnienie to maybelline color tatto w kolorze 40. Końcówka i tworzenie na nich efektu ombre to produkt Golden Rose w odcieniu 02!


Paleta cieni na którą dziś się zdecydowałam to The Balm Voyage. Sprawiłam ją sobie rok temu na urodziny i wciąż ma się świetnie!


Cień B3 wylądował w załamaniu, A1 na powiece ruchomej, D2 w kąciku wewnętrznym a C3 na lini dolnej.


Na ustach uwielbiany duet czyli matowa pomadka w płynie w kolorze 17 oraz konturówka w kolorze 63!



Tak prezentuje się mój dzisiejszy makijaż. Mogłam pozwolić sobie na coś bardziej intensywnego z racji wolnych weekendów od pracy. W tygodniu stawiam na minimalizm więc być może wkrótce opiszę Wam co sprawdza mi się gdy rano mam bardzo mało czasu a chciałabym wyglądać dobrze!

wtorek, 12 lipca 2016

Moja mała kolekcja cieni Makeup Geek - swatche i krótkie recenzje poszczególnych odcieni!

Moja mała kolekcja cieni Makeup Geek - swatche i krótkie recenzje poszczególnych odcieni!
Zdjęcie które opublikowałam kilka dni temu na moim instagramie, dotyczące paletki z cieniami Makeup Geek, które w ramach urodzin sama sobie wybrałam, cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. Postanowiłam pokazać dziś wszystkie swatche kolorów, które posiadam i opiszę w jakiej kombinacji najlepiej mi się sprawdzają i dlaczego. Mam nadzieję,że pomoże Wam to przy wyborze i tak jak ja, będziecie zadowolone ze świetnej jakości. Nie ukrywam,że na dzień dzisiejszy się z nimi nie rozstaję. Dla takiego makijażowego świra, którym jestem, dają masę radości!


Na początku chciałabym zacząć od trzech matowych cieni. Każdy z nich, z racji swojego wykończenia, idealnie sprawdza mi się do zaznaczania załamania powieki. W makijażach dziennych nie lubię za bardzo szaleć z kolorem i zależy mi na tym aby efekt był dość delikatny a przy tym oko było ładnie podkreślone. Beaches and Creme różni się od dwóch pozostałych konsystencją. Mocniej się pyli przy nabieraniu i pod palcami jest przyjemniejszy. Confection oraz peach smoothie tak się nie zachowują jednak nie mam przez to większego problemu. Wiem,że firma wciąż udoskonala swoje formuły więc być może te dwa cienie to efekt tych działań. Jeśli chodzi o sam kolor peach smoothie wpada w bardziej pomarańczowe tony przyrównując go do beaches and creme, dlatego nie nakładam go zbyt dużo aby nie przesadzić. Uważam,że te trzy kolory są dość uniwersalne i u każdej kobiety prezentowałyby się pięknie.


Przechodząc do czegoś bardziej intensywnego chciałabym przedstawić Wam cosmopolitan. Jeśli chodzi o ten kolor, najlepiej spisuje się u mnie na powiece ruchomej. Ma w sobie coś z odcienia rose gold, z domieszką czerwieni, która dokładniej widoczna jest dopiero na powiece. Odcień sam w sobie jest niezwykle ciekawy i dawno się z takim nie spotkałam. Można powiedzieć,że sam wykonuje całą robotę i nie potrzebuje więcej dodatków.


Kolejnym cieniem, który chciałabym Wam pokazać, nie bez powodu jest cinderella. Na pierwszy rzut oka może przypominać wcześniej pokazany kolor. Nic bardziej mylnego! Zapewniam Was,że efekt jest zupełnie inny! Jeśli dobrze się przypatrzycie, nie dostrzeżecie tutaj złotych drobinek. Kolor sam w sobie jest na powiece również znacznie delikatniejszy. Pięknie wygląda na powiece ruchomej!


Shimma shimma jest dość popularnym kolorem marki. Z racji tego,że ma wykończenie połyskujące, bardzo ładnie prezentuje się w wewnętrznym kąciku. Próbowałam go również nakładać na powiekę ruchomą lecz był zbyt słabo widoczny. Pierwszy efekt zdecydowanie bardziej do mnie przemawia. Przy nim nie musimy obawiać się tego,że przesadzimy z ilością. Jak dla mnie kolor idealny dla każdej dziewczyny!


Wspominałam Wam o tym,że cienie foliowe polubiłam nakładać opuszkiem palca, dopiero po zakończeniu zaznaczania załamania powieki. Odcienie są wtedy najbardziej widoczne i nie tracą na intensywności tak jak działo się to przy rozcieraniu. Jeśli są tu fanki złota, które swoją drogą idealnie sprawdzi się podczas letnich, wakacyjnych nocy, powinnyście zdecydować się na magic act. Bardzo intensywne i zwracające uwagę. 


Grandstand z kolei przypomina mi folię z MUR w odcieniu Rose Gold. Co prawda na swatchu wypada na bardziej brązowo-miedziany, to ma w sobie coś z efektu, jaki daje wspomniany przeze mnie produkt. Duży plus za to,że nakładając kilka warstw, nie tworzy się żadna skorupka, co w przypadku foli z MUR miało miejsce. 


Jeśli regularnie do mnie zaglądacie, wiecie doskonale,że uwielbiam cień marzipan z palety Too Faced Chocolate Bar. Nie mam go już prawie wcale więc z ogromną radością mogę stwierdzić,że na dzień dzisiejszy znalazłam dla niego zamiennik w postaci cienia Stary Eyed. Co prawda jako cień foliowy daje bardziej intensywny efekt, to wcale mi to nie przeszkadza. Jest przecudowny i cieszę się jak małe dziecko,że udało mi się coś takiego odnaleźć!




Cienie możecie zamówić bezpośrednio ze strony sklepu Makeup Geek bądź tak jak ja, korzystając z ofert polskich sklepów online, takich jak Glovestore bądź HouseofBeauty.


Złego słowa powiedzieć o nich nie mogę. Jestem bardzo zadowolona z faktu ich posiadania. Towarzyszą mi każdego poranka i za każdym razem jestem pod wielkim wrażeniem. Czy poszerzę swoją kolekcję? Jasne,że tak! Trzeba wypełnić puste miejsca, jakie posiada moja Flexi Palette z Inglota. Wiem,że Makeup Geek będzie świetnym wyborem!

poniedziałek, 11 lipca 2016

Pierwszy kosmetyk marki Tołpa!

Pierwszy kosmetyk marki Tołpa!
Do dziś wspominam chwile, gdy pielęgnacja twarzy była czymś na zasadzie przymusu i obowiązku. Na dzień dzisiejszy wszystko diametralnie się zmieniło i czynności, które temu towarzyszą są dla mnie czymś niezwykle relaksującym. Co więcej, potrafię zrezygnować z kolorówki i zainwestować w coś lepszego z pielęgnacji. Dochodzę do wniosku, że dbanie o wygląd cery ma większe znaczenie i gdy jest ona dobrą bazą, więcej kosmetyków niezależnie od ceny, prezentuje się pięknie.


Trzecie, kończące się opakowanie kremu nawilżającego firmy Evree, skłoniło mnie do poszukiwań równie godnego zamiennika. Głównie zależało mi na tym aby krem dobrze nawilżał i współpracował z koncentratem na noc firmy Kiehl's.


Jak widzicie, w moje ręce wpadł odżywczy krem-miód regenerujący marki Tołpa. Kupiłam go w Rossmannie w cenie 32zł. Od dawna chciałam wypróbować coś z tej firmy ponieważ zauważyłam,że zrobiło się wokół niej dość głośno. W dodatku naoglądałam się tego cacka na snapchacie i youtubie Fokusowanej, która swoją drogą również używa tego samego koncentratu i bardzo chwali sobie działanie jakie oba produkty jej zapewniają.


Miłym zaskoczeniem okazał się fakt,że w opakowaniu producent dorzucił trzy próbki innych produktów. U mnie widzicie jedną, ponieważ pozostałe dwie rozdałam ze względu na to,że nie potrzebowałam u siebie takiego działania. 


Nazwa krem-miód budziła we mnie spore podekscytowanie ponieważ kompletnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Używając kremu od kilku dni, mogę powiedzieć,że mimo nazwy wchłania się dość przyzwoicie i nie pozostawia bardzo tłustej warstwy. Przypomina mi trochę efekt działania Evree, który bardzo u siebie lubię! Długo zastanawiałam się nad opisaniem jego zapachu i muszę przyznać,że przypomina mi odrobinę szminki MAC! Jest w nim coś niesamowitego i bardzo umila to aplikację.


Opakowanie kremu jest dla mnie plusem ponieważ mam wrażenie,że nie będę miała najmniejszego problemu z dostaniem się do ostatniej kropli produktu. Poza tym jak podaje producent - aluminiowa tuba nie zasysa powietrza i bakterii, dzięki czemu produkt jest dłużej bezpieczny.


Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Za jakiś czas dam Wam znać o efektach jakie zauważyłam. Ten krem to jedna z moich ostatnich nowości. Resztę zaplanowałam dopiero po wakacjach, co nie oznacza,że nie będę dla Was pisać! Dajcie znać jakie macie wspomnienia z tą marką, chętnie dowiem się o innych produktach, godnych przetestowania!

(PS. Mam nadzieję,że nowy wygląd bloga przypadnie Wam do gustu, od dawna miałam ochotę na zmiany. Oczywiście postaram się wszystko jeszcze dopracować!)
Copyright © 2016
kargawr.pl
, Blogger