czwartek, 27 października 2016

Ulubieńcy października 2016!

Ulubieńcy października 2016!
Październik mija mi w ekspresowym tempie. Przeprowadzka, powrót na studia, pisanie pracy licencjackiej pochłaniają sporo czasu. Mimo to nie wyobrażam sobie nie wspomnieć o produktach, które w szczególny sposób upodobałam sobie w tym miesiącu. Nie było ich zbyt dużo lecz polubiłam się z nimi na tyle,że z miłą chęcią Wam je polecę.


W dobie lakierów hybrydowych postanowiłam,że za jakiś czas dam im szansę. Aby przygotować moje paznokcie powróciłam do dwóch produktów, które bardzo dobrze się u mnie sprawdzają. Odżywka Sally Hansen Maximum Growth to moje drugie opakowanie, które kupiłam w Rossmannie. Paznokcie faktycznie dość szybko po niej rosną a przy tym stają się mniej łamliwe. Nie wyobrażam sobie jej nie mieć! Odżywka do usuwania skórek, którą w okolicach 10zł dorwiecie w katalogu Avon świetnie zmiękcza moje skórki a do tego powoduje,że są one nawilżone. Lubię szczególnie wieczorem wmasowywać ją w te problematyczne miejsca, po to by móc cieszyć się ich piękniejszym wyglądem. 


Zaraz na początku października wspominałam Wam o zestawie, który kupiłam w Tk Maxie w cenie 54zł. Żel, myjka i balsam firmy Soap and Glory używane są przeze mnie każdego dnia. 


Dwa wspomniane produkty znajdują się obecnie w łazience dlatego pokażę Wam masło do ciała, które towarzyszy mi zaraz po codziennej kąpieli. Oprócz pięknych opakowań, świetnych zapachów dla mnie produkty są bardzo wydajne! Zobaczcie ile dopiero zużyłam a dzień w dzień nakładam balsam na całe ciało! Uwielbiam jego zapach i fakt,że bardzo dobrze się utrzymuje. Na dzień dzisiejszy żałuję jedynie tak słabej dostępności i często zawyżonej ceny produktów w polskich sklepach online!


Produkt do konturowania KOBO w odcieniu Sahara Sand kolejny miesiąc towarzyszy mi przy makijażu oka! Uwielbiam podkreślać nim załamanie oraz ruchomą część powieki! Denko mówi samo za siebie! Trzyma się cały dzień i nic się nie roluje! Zawsze gdy zależy mi na czymś szybkim, sięgam po niego bez zastanowienia!


Pędzel Zoevy 225 idealnie sprawdza mi się w roli nakładania go na powiekę ruchomą i dolną linię! Przy okazji wszystko mogę nim ładnie rozetrzeć!


Wybaczcie,że nie jest czysty ale nawet dzisiaj pomógł mi w wykonaniu tego prostego makijażu! Bardzo ułatwia zadanie gdy rano mam mało czasu. Do tego uważam,że wizualnie to klasa sama w sobie!


Róż MAC Warm Soul to również produkt, który od kilku miesięcy używam każdego dnia. Kolor jest na tyle uniwersalny,że pasuje do każdego makijażu jaki wykonam. Lubię w nim to,że jest wypiekany. W dużym stopniu wpłynie to na jego większą wydajność! Kolor na policzkach daje bardzo subtelny efekt dlatego myślę,że polubi się z nim bardzo dużo kobiet! To jedyny produkt MAC z tej kategorii jaki posiadam. W pełni rozumiem zachwyt nad tym konkretnie kolorem. Naprawdę ciężko jest nim zrobić sobie krzywdę. Ładnie stopniuje się nim poziom intensywności. Na rozpoczęcie przygody z marką, dobrze jest się nim zainteresować!


Na koniec wspomnę o Maybelline False Viper. Jakiś czas temu tusz dostałam w prezencie i efekt jaki udało mi się nim uzyskać jest naprawdę zadowalający.  Nie uważam,że jest to najlepszy jaki w całym życiu używałam lecz cenię go przede wszystkim za bardzo naturalny efekt. Delikatnie rozdziela a przy tym pogrubienie nie sprawia,że rzęsy są brzydko posklejane. Jako wielka fanka szczoteczek sylikonowych, muszę stwierdzić,że w tym przypadku jestem zadowolona. Dodam też,że mascary tej marki, wraz z Loreal są moim zdaniem jednymi z lepszych jeśli chodzi o drogerie. Ten konkretny produkt poleciłabym kobietom, którym zależy na dziennym efekcie, który jest dość trwały a przy tym łatwy przy wieczornym demakijażu. Szczoteczka mimo,że może delikatnie przerazić wielkością nie sprawiła mi problemu. Z łatwością docieram do każdej rzęsy i nic mi się nie odbija!

To tyle jeśli chodzi o produkty, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Tak jak wspominałam nie było ich zbyt wiele. Cieszę się jednak,że w codziennym życiu  mogę uzyskać nimi satysfakcjonujące mnie rezultaty. Wróżę im jeszcze kilkanaście dobrych tygodni używania! ♥♥♥♥

wtorek, 25 października 2016

Pierwszy cień marki MAC! All that Glitters zamiennikiem Marzipan od Too Faced Chocolate Bar?! Opinia po kilku miesiącach używania!

Pierwszy cień marki MAC! All that Glitters zamiennikiem Marzipan od Too Faced Chocolate Bar?! Opinia po kilku miesiącach używania!
Cienie marki MAC od zawsze sprawiały,że chciałam ich spróbować. Zaporowa cena skutecznie mnie zniechęcała więc przez długi czas mogłam się im jedynie przyglądać. W czerwcu z okazji urodzin zdecydowałam się odkryć i przekonać o co tyle szumu. Kolekcja cieni jest na tyle imponująca, co kultowe szminki firmy. Przejrzałam mnóstwo zdjęć, filmów na yt w celu wyboru, który wcale nie okazał się być taki łatwy! Z racji wielkiej miłości do cienia Marzipan z palety Chocolate Bar od Too Faced postanowiłam znaleźć godnego następce! Powód był prosty - wyżej wspomniany kolor praktycznie nie występuje już w mojej czekoladzie a,że taki odcień różu bardzo u siebie lubię zdecydowałam się na zakup All That Glitters od MAC!


Wkład powędrował do kasetki z Inglota i z dumą prezentował się u boku cieni Makeup Geek! Zużycie od czerwca jak widać jest następujące. Cień nakładany na moje powieki był bardzo, bardzo często! 


Wykończenie ‚Veluxe Pearl’ ma naprawdę przyzwoitą pigmentację. Cień przy pomocy pędzla nakłada się świetnie. Nie zauważyłam żadnego osypywania! Z racji dość metalicznego na powiece wykończenia idealnie sprawdza się na całej powiece ruchomej. Kolor jest na tyle bezpieczny,że bez problemu używam go do codziennych makijaży. Na bazie z Inglota utrzymuje się bardzo dobrze i nie znika z powieki! Uważam zakup za jak najbardziej trafiony! Porównując go do cieni Makeup Geek powiedziałabym,że jego konsystencja nie jest aż tak mocno kremowa. ( przez co np. podczas nabierania zbyt mocno się nie pyli ) Przypomina mi delikatnie strukturę rozświetlacza Soft and Gentle - po czasie i zdjęciu przez pędzel, pierwszej warstwy produktu, pokazuje się w jeszcze lepszej odsłonie. 


Przechodząc do samego porównania dwóch kolorów, moim zdaniem all that glitters w porównaniu do marzipan wpada w bardziej brzoskwiniowe tony.  Myślę,że różnica na dłoni jest dość zauważalna. Mimo to na powiekach efekt nie rzuca się już tak bardzo mocno. Podczas rozcierania cieni transferowych w załamaniu, oba na powiece ruchomej tworzą podobny efekt. Co do all that glitters zauważyłam jeszcze jedną rzecz - w zależności od typu urody zachowuje się trochę jak kameleon. U mojej siostry przy brązowych włosach, z większą ilością piegów bardzo mocno wybija się złoto. U mnie natomiast kolor wpada w brzoskwinio-róż a efekt złotej tafli jest znacznie delikatniejszy.


Czy cień nazwałabym zamiennikiem koloru z Czekolady? Raczej niekoniecznie choć na oku wyglądają dość podobnie. Oba bardzo lubię i cieszę się z ich posiadania. Cień MAC polecam jeśli chodzi też o rozpoczęcie przygody z marką. Myślę,że z racji swojej uniwersalności polubi się z nim dużo kobiet. Odkąd go mam, świadomość pustki w czekoladzie staje się do zaakceptowania. Kolor jest piękny i bardzo ładnie podkreśla moją urodę! Czy potrzeba czegoś więcej?! :)

niedziela, 16 października 2016

Pięć polskich urodowych kanałów youtube które uwielbiam!

Pięć polskich urodowych kanałów youtube które uwielbiam!
Cześć, na samym początku bardzo dziękuję za miłe przyjęcie ostatniego wpisu w którym odpowiadałam na pytania z tagu Moja makijażowa historia. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi ulubionymi, urodowymi kanałami które oglądam regularnie.



Na dzień dzisiejszy uważam,że Katosu ma najbardziej dopracowany kanał pod względem montażu oraz prezentowanych w nim treści. Za każdym razem jestem pod ogromnym wrażeniem i wciąż zastanawiam się czym może mnie jeszcze zaskoczyć. Jest niezwykle miłą a przy tym dość mądrą kobietą. Aż trudno uwierzyć,że zajmuje się dwójką dzieci i ma czas aby regularnie publikować filmy. Uwielbiam jej typ urody, to w jaki sposób opowiada o makijażu. Jest świetnym nauczycielem i dużo dzięki niej można się nauczyć. To zaszczyt móc oglądać ją w języku polskim - jak dla mnie angielska wersja spokojnie mogłaby podbić świat. Do dziś wspominam uczucie, które towarzyszyło mi na spotkaniu w Sephorze. Gdy wyszła na środek perfumerii od razu udzieliło mi się jej szczęście oraz zaszklone oczy! Ciężko jest to ubrać w słowa! Uwielbiam ją i śledzę każdy film! 



Tuż za nią znajduje się kanał Maxineczki. Przyznam,że ciężko było mi zadecydować którą lubię bardziej ponieważ według mnie prezentują najwyższy poziom jeśli chodzi o umiejętności oraz sposób przekazywania informacji. Gdybym jednak miała skupić się jedynie na Asi, to powiedziałabym,że traktuję ją jak internetową koleżankę o podobnym nastawieniu i upodobaniach. U Kasi wciąż nie mogę wyjść z podziwu jej prac, przy Maxineczce czasem o tym zapominam. Mam wrażenie,że to dobra znajoma którą znam kilka lat i mogę wspólnie poplotkować o nowościach. Całkowicie się wtedy odprężam i z kubkiem ciepłej herbaty w łóżku, uważnie słucham co ma do powiedzenia. Uwielbiam jak testuje na żywo kosmetyki, zawsze sporo mogę się wtedy dowiedzieć. Podoba mi się również w niej to,że nie podąża za tłumem i w całkiem racjonalny sposób podchodzi do produktów kultowych. Jeszcze nigdy jej recenzje mnie nie zawiodły. Nie wspomnę o jej przeuroczym pędzlu 06, który kupiłam jakiś czas temu. Niebawem planuję zakup kolejnego!



Trzeci kanał należy do nudziary. Mimo,że na chwilę obecną filmy nie są dodawane ani trochę nie jestem z tego powodu zła. Ba, wręcz przeciwnie - cieszę się niezwykle a wszystko dlatego,że Kasia jakiś czas temu urodziła swoje pierwsze dziecko! Skupiając się na kanale znajdziemy tutaj w dużej mierze tematykę urodową jednak od czasu do czasu pojawiają się na niej materiały związane np. z relacjami damsko-męskimi czy adopcją psów ze schronisk. Przyznam,że dopiero niedawno Kasia całkowicie "otworzyła się" przed kamerą i nie wyczuwam w niej już nic nienaturalnego. Pełna swoboda, poczucie humoru to coś co bardzo do mnie przemawia. W jej ostatnich filmach jest również okazja do poznania bliżej siostry! Koniecznie musicie to zobaczyć! Cenię Kasie za jej optymistyczne podejście i to,że potrafi cieszyć się z wielu błahych spraw. Zaraża mnie tym i bardzo jej za to dziękuję! Jej kompletnie odmienny typ urody sprawia,że z wielkim zaciekawieniem przyglądam się temu co tworzy!



Kanał który oglądam najkrócej należy do Fokusowanej. Ze wszystkich dziś pokazanych pod względem ilości subskrypcji jest najmniejszy. Dla mnie to olbrzymi atut ponieważ wiem,że wszystkie wyrażone na nim opinie są w 100% szczere. Wiele słyszy się o opłacanych reklamach na bardziej rozpoznawalnych kanałach, Ania pod tym względem jest dla mnie bardzo wiarygodnym źródłem. Nie boi się wypowiadać własnych opinii i często porusza kontrowersyjne tematy. Ma dość sarkastyczne poczucie humoru co akurat bardzo mi odpowiada ponieważ u mnie jest z tym podobnie. Uwielbiam jej serię filmów Ogarnij się kobieto! Pokazuje dużo fajnych nowości, zwłaszcza z tych droższych półek! Ona zaraziła mnie miłością do cieni Makeup Geek oraz do olejku z Kiehl's! Warto dodać,że dużą uwagę poświęca pielęgnacji twarzy, co jak wiadomo jest i u mnie bardzo ważne! Znajdziecie tam masę przydatnych wskazówek i kosmetyków, które podbiją Wasze serca, tak bardzo jak mi! Czuję,że bez problemu mogłabym się z nią dogadać!



Ostatnim kanałem jest Nataliebeautyyy. Tutaj wybór jest dość oczywisty - obie mamy podobny typ urody oraz kolor włosów! W większości przypadków dzięki jej opiniom mogę w ciemno zamawiać produkty z kolorówki ponieważ patrząc na efekt jaki uzyskała, w łatwy sposób mogę wyobrazić sobie jak coś wyglądałoby u mnie. Jest bardzo miła, pogodna i niezwykle utalentowana! Robi świetne makijaże odwzorowujące osoby sławne. Często pokazuje wiele nowości i za każdym razem sposób prezentowania zachwyca mnie i inspiruje!

Tak prezentuje się moja ulubiona piątka na ten moment. Oglądam i wyczekuję każdego nowego filmu! Dzięki dziewczynom dowiaduję się sporo ciekawych informacji - bardzo cieszę się z możliwości oglądania ich filmów. Śmiało mogę stwierdzić,że dzięki ich pracom kocham ten urodowy świat jeszcze mocniej!

piątek, 14 października 2016

Poznaj mnie bliżej czyli TAG moja makijażowa historia!

Poznaj mnie bliżej czyli TAG moja makijażowa historia!
Cześć, dzisiaj zapraszam Was na post w którym będziecie mogli mnie bliżej poznać. Jestem tutaj od ponad roku i dzięki wielu Waszym wpisom mogę się naprawdę dużo o Was dowiedzieć. Pomyślałam,że miło byłoby się czymś odwdzięczyć więc w głowie zrodził się pomysł na odpowiedzenie kilku pytań z dość popularnego tagu.


1. W jakim wieku zaczęłaś się malować?
Przeglądając masę starych zdjęć z przeróżnych sesji w których brałam kiedyś udział  mogę śmiało stwierdzić,że moją przygodę ( z niekoniecznie udanym ) makijażem rozpoczęłam ponad 7 lat temu mając 15 lat. Do dziś uważam,że kreatywność która zarówno mną jak i moją bliską koleżanką kierowała naprowadziła mnie do miejsca w którym obecnie się znajduję. Ta frajda i możliwość zaprezentowania przeróżnych wersji samej siebie przełożyła się w ogromnym stopniu na makijaż i to jak do niego dziś pochodzę. 

2. Jak to się zaczęło,że zainteresowałaś się makijażem?
To pytanie po części wiąże się z tym o czym pisałam przed chwilą. Z drugiej strony duża zasługa leży również po stronie bycia bardzo wcześnie konsultantką firmy Avon. W gimnazjum, za pozwoleniem mamy bardzo często dokonywałam zamówień dla koleżanek oraz rodziny. Wszystkie zarobione pieniądze lubiłam przeznaczyć na nowości katalogowe co spowodowało,że kosmetyków przybywało więcej a testowanie różnych formuł sprawiało mi masę radości. W technikum odkrywałam kosmetyki drogeryjne a na studiach w dużej mierze zafascynował mnie yt, który jak wiemy ma ogromną moc kuszenia.


3. Jakie są niektóre z ulubionych marek?
Powiem Wam,że przyglądając się temu co posiadam aktualnie, jestem ze wszystkiego zadowolona. Nie trzymam niczego co mi się nie sprawdza więc bardzo dużo różnych marek mogę Wam polecić. W tym roku wielkim odkryciem są dla mnie cienie Makeup Geek, których kolekcję z pewnością kiedyś poszerzę. Jestem zakochana do szaleństwa w palecie Chocolate Bar w której co najmniej pięć cieni dobije kolejnych denek. Firma Golden Rose mimo niskich cen uważam,że nie odstaje w niczym od droższych produktów które używam. MAC, Inglot, The Balm to również marki bliskie memu sercu i nie skłamię gdy napiszę, że każdego dnia towarzyszą w moim makijażu. 


4. Co znaczy dla Ciebie makijaż?
Najprościej mówiąc jest dla mnie pasją której lubię poświęcać czas. Uwielbiam sprawdzać nowe formuły i nie zliczę ile nowych marek chciałabym jeszcze poznać. Ludzie łapią się za głowę gdy opowiadam,że wolę wstać godzinę szybciej i się pomalować. Ja kompletnie nie widzę w tym nic złego - uważam,że jest to świetna okazja na dopełnienie stylizacji, włosów. ( Przykładem jest choćby zmiana kreski eyelinera na niebieską w taki sposób aby pasowała pod kolor bluzki. Dla mnie to naprawdę mała rzecz a cieszy niezwykle! )

5. Jakbyś mogła nałożyć na twarz tylko jeden produkt, co by to było?
Miałam kilka takich sytuacji i zawsze stawiałam na tusz do rzęs który ładnie podkreślił moje spojrzenie. Delikatnie pogrubione i rozdzielone rzęsy robią wielką robotę!


6. Co najbardziej lubisz w makijażu?
Moim zdaniem efektem ubocznym w makijażu jest to jak po nim wyglądamy. Wiele z Nas czuje się pewniej i z większą łatwością lubi pokazywać się innym ludziom. Dla mnie najmilszym aspektem jest właśnie wszystko to co odbywa się przed nim. Zbieranie recenzji, wybór produktów, oczekiwanie na paczkę, kreowanie przeróżnych wyobrażeń i chwila gdy nareszcie możemy czegoś wypróbować. Doskonale wiecie,że to wszystko to niekończąca się opowieść i wciąż lubicie do tego stanu PRZED wracać. Makijaż to wielka radość dlatego tak bardzo ten świat mnie pochłonął. 

7. Co myślisz o tanich i drogich kosmetykach?
Twierdzę,że obie półki cenowe mogą mieć produkty świetne jak i słabe. Różnica polega na tym,że wydając mniejszą sumę jesteśmy w stanie przeboleć porażkę. W droższych markach może dojść do sytuacji w której zniechęcenie jest na tyle duże,że zrezygnujemy z dalszych zakupów i poznania firmy.


8. Jaką radę dałabyś początkującym?
Osobiście nie uważam się za kogoś bardzo zaawansowanego. Gdybym jednak patrząc wstecz miała przypomnieć swoje błędy unikałabym czarnej, nieroztartej kredki do oczu, która bardzo pomniejszała spojrzenie. Nie skubałabym brwi na bardzo cienkie oraz poprosiłabym o pomoc w dobrze odpowiedniego koloru podkładu. Pomijając to nakierowałabym kogoś na świetne, polskie kanały youtube które są niezwykłą kopalnią wiedzy dzięki której mój makijaż zmienił się na lepsze. Dawka potężnej ilości informacji, świetna jakość, przeróżne półki cenowe - każdy laik odnajdzie się tam bez problemu. 

9. Jakiego makijażowego trendu nigdy nie rozumiałaś? 
Trendy zmieniają się bardzo szybko i równie często o nich zapominam. Nie przykładam do tego większej uwagi. Dla mnie makijaż ma być zabawą i formą wyrażenia siebie. Sama wspominam błędy które kiedyś były dla mnie kompletnie niewidoczne i myślę,że każdy indywidualnie ma swój poziom gustu. Gdybym jednak miała się do czegoś odnieść to nigdy nie podobały mi się usta w kolorze korektora. Uważam,że w ten sposób one "znikają" i chowamy tym samym olbrzymi atut który pięknie można uwydatnić. 


10. Co myślisz o makijażowej społeczności na bloggerze? 
Uwielbiam ją! Mam masę blogów do których mimo,że nie zawsze uda mi się skomentować powracam! Jest mi bardzo miło wchodząc z Wami w przeróżne interakcje. Świadomość tego,że ktoś bierze pod uwagę moje zdanie i do tego po czasie przyznaje mi rację jest niezwykle budujące! Mam ogromną motywację do tworzenia i poznawania jeszcze większej ilości osób! Bardzo cieszą mnie wszystkie miłe słowa. To cudowne mieć pasję, która łączy ludzi z przeróżnych stron świata!

środa, 12 października 2016

Piękny pigment Inglot 85 + MAC Taupe na ustach!

Piękny pigment Inglot 85 + MAC Taupe na ustach!
Pigmenty Inglota to zdecydowanie produkty warte zakupu. Przystępne ceny, dość duża pojemność i poręczne opakowania to kilka korzyści. Największą są przecudowne kolory obok których ciężko jest przejść obojętnie. Co jakiś czas w mojej małej kolekcji pojawia się nowy odcień i absolutnie tego nie żałuję. Mimo posiadania dwóch firmy MAC, częściej sięgam po naszą polską markę. Dzisiejszy bohater wart jest kilku słów dlatego zapraszam Was do bliższego zapoznania się z nim.


Kolor 85 długo chodził po mojej głowie. Jest przepięknym kameleonem, który mając podstawę brązu mieni się na turkus - zieleń. Sama nie wiem dlaczego tak długo zwlekałam z jego zakupem. Nałożenie go na całą powiekę sprawia,że makijaż oczu sam w sobie jest na tyle kompletny,że nie potrzeba do niego niczego więcej. W kwestii aplikacji nakładam go tak jak inne kolory - makijaż rozpoczynam od ujednolicenia powiek korektorem oraz nałożeniem bazy. Po skończonej pracy z cieniami - zajmuje się nałożeniem podkładu oraz pudru i produktów konturujących. To dość logiczne biorąc pod uwagę fakt,że pigmenty lubią się osypywać. Nie ma nic gorszego niż poprawianie setki razy obszaru pod oczami, który zważywszy na ciemniejsze kolory powinien być w idealny sposób ujednolicony.


Wracając do ulubieńców września i sierpnia nadmienię,że w tym makijażu użyłam produktu My Secret do rozświetlenia kącików wewnętrznych a KOBO Sahara Sand do konturowania oka, nadania mu bazy pod pigment oraz do podkreślenia dolnej linii.

Pigment wygląda obłędnie i trzyma się do wieczornego demakijażu. Nie mam mu nic do zarzucenia - firma kolejny raz mnie nie zawiodła.


Podobne odczucia towarzyszą mojej nowej pomadce MAC o nazwie Taupe o której planuję napisać osobny post. Koniecznie dajcie znać czy posiadacie pigmenty tej firmy. Chętnie dowiem się o Waszych ulubionych kolorach. Ja jestem nimi zauroczona!

środa, 5 października 2016

Świetna okazja w Tk Max! Birthday Box od Soap and Glory!

Świetna okazja w Tk Max! Birthday Box od Soap and Glory!
Istnieją kosmetyki zarówno w pielęgnacji jak i kolorówce, których duża popularność oraz świetne opinie działają na moją wyobraźnię bardzo pozytywnie. Niestety największą przeszkodę stanowi często dość trudna dostępność przez którą latami zakup odkładam i liczę,że kiedyś nadarzy się okazja aby je wypróbować. Jedną z takich marek jest właśnie Soap and Glory, którą stacjonarnie dostaniemy w Anglii. Firma słynie z przeuroczych opakowań, których grafikę śmiało mogę porównać do The Balm czy Benefit'u. Wiele razy zastanawiałam się nad zamówieniem produktów zwłaszcza pielęgnacyjnych online lecz zdrowy rozsądek i często wysoka przebitka cenowa od tej decyzji skutecznie mnie odpychała. Jak się domyślacie, przez bardzo długi czas mogłam jedynie podziwiać i zastanawiać się nad fenomenem tych produktów. Wszystko zmieniło się podczas ostatniej, spontanicznej wizyty w Tk Maxie gdzie moim oczom ukazał się Birthday Box!


Regularna cena zestawu wynosiła 105zł. Ja za pudełko zapłaciłam 54,99. Podejrzewam,że w polskim sklepie online wyszłoby zdecydowanie drożej, o kupnie na sztuki nie wspominając. Jako,że miałam w planach wybrać się po nowy żel i masło do ciała skorzystałam z takiej okazji!



W zestawie znajdował się kultowy już żel pod prysznic Clean on Me o pojemności 500ml. Po pierwszych kilku aplikacjach mogę stwierdzić,że oprócz uroczego wyglądu równie pięknie pachnie i przyzwoicie się pieni. Na wizażu wyczytałam,że łączy on w sobie żel i balsam, co w dużym stopniu wpływa na jego kremową konsystencję. Nie narzekam ponieważ bardzo takie lubię! 2 pompki w zupełności wystarczają aby wymyć całe ciało! To dobrze, czuję,że będzie bardzo wydajny!




The Righteous Butter czyli masło do ciała w konsystencji bardzo przypomina mi klasyczny krem Dove do twarzy. Podczas nabierania czuć delikatny opór, który podczas nakładania na ciało zmienia się. Pachnie bardzo delikatnie i z tego co zdążyłam się zorientować zapachem porównywany jest do Miss Dior Cherie. Przyznam,że nie przepadam za balsamowaniem ponieważ ciężko jest mi trafić na zadowalającą mnie formułę. Tutaj nawilżenie jest naprawdę przyzwoite a do tego skóra mocno się nie lepi i czuję się komfortowo. Ten element pielęgnacji na chwilę obecną przypadł mi do gustu! Tutaj podobnie jak w przypadku żelu wystarczy mała ilość. Duży plus za to,że zapach dość dobrze się trzyma!



Przyznam,że kolor myjki mnie oczarował i świetnie współgra kolorystycznie z masłem i żelem. Sama w sobie jest dość porządnie wykonana i rozmiarem bardzo duża. Jestem przyzwyczajona do mniejszych.


Jak widzicie całość zapakowana była w piękne i duże pudełko (które idealnie nadaje się jako podstawka do lusterka) co dało mi pewność,że produkty nie były wcześniej przez nikogo używane. Jestem z zakupu bardzo zadowolona i mogę szczerze Wam je polecić. U mnie w Tk Maxie zestawów było kilka więc podejrzewam,że trafiłam na świeżą dostawę. 


Znacie produkty marki Soap and Glory?
Przereklamowane czy tak jak ja miałyście ochotę je wypróbować?

sobota, 1 października 2016

Ulubieńcy sierpnia i września 2016!

Ulubieńcy sierpnia i września 2016!
Wrzesień zdecydowanie należał do miesiąca pełnego kosmetycznych nowości. Jak wiecie lipiec i sierpień był okresem w którym wykończyłam wszystkie resztki i zrobiłam miejsce nowym. Niestety z powodu braku czasu, post o ulubieńcach sierpnia musiałam przełożyć dlatego postanowiłam,że pokaże je tutaj. Wybrałam produkty sprawdzone przeze mnie w każdych warunkach. Zabrałam je ze sobą również podczas ostatniego wyjazdu, co świadczy o ich skuteczności i zadowalających mnie właściwościach. 


Firma The Balm zauroczyła mnie sobą prawie dwa lata temu, mimo,że nie miałam wtedy jeszcze jej produktów. Częstotliwość pokazywania kosmetyków na blogach bądź kanałach yt, śmiało mogę porównać do ilości postów na temat promocji w Rossmannie, na którą swoją drogą raczej się nie wybieram. Produkt widoczny na zdjęciu, czyli Bahama Mama to kultowy kosmetyk. Szał na niego trwał, trwa i podejrzewam,że mimo coraz większej konkurencji wciąż będzie cieszył się dużym uznaniem. Dla mnie produkt idealnie sprawdza się podczas cieplejszych temperatur. Ma mocny pigment, który na mojej buzi dość dobrze się utrzymuje. Przez ostatnie tygodnie używam go codziennie. Lubię nim zarówno konturować jak i ocieplać twarz. Nakładany lekką ręką, budując przy tym odpowiedni stopień intensywności wygląda tak jak powinien choć wiem,że nie każdemu typowi urody pasuje. Dziewczyny skarżą się,że może zrobić plamy oraz nakłada się nierównomiernie. Według mnie kluczem jest właśnie umiar oraz odpowiednia aplikacja. 


Rozświetlacz marki My Secret o nazwie Princess Dream zna już chyba każdy. Niska cena, świetny pigment i super trwałość to wielkie atuty. Ja chciałabym wspomnieć o efekcie, który tworzy na powiekach. Uwielbiam nakładać go w wewnętrzny kącik oka. Prezentuje się przepięknie i według mnie bije na głowę Mary Lou Manizer. Cudownie prezentuje się również na ciemnej bazie, nakładany zwilżonym pędzelkiem. Przypomina mi folię od Makeup Geek! Na wyjazd nie brałam żadnej palety, co świadczy o tym jak bardzo rozświetlacz jest wielofunkcyjny!


Produktem, który również spełniał u mnie przez ten czas inne zadanie jest KOBO Sahara Sand. Kosmetyk poświęcony do konturowania, mimo słabszej trwałości porównując go do Bahamy Mamy jest dla mnie idealny jeśli chodzi o delikatne zaznaczenie załamania bądź jako baza pod pigmenty na powiekę ruchomą gdy niekoniecznie zależy mi na czarnym kolorze aby wydobyć jego głębie. Daje na oczach przepiękny, dzienny efekt który bardzo polubiłam. Naprawdę dziewczyny, polecam wypróbować!


Mineralny puder marki MAC, kupiony w ramach urodzinowego prezentu w czerwcu nie doczekał się jeszcze dłuższej recenzji. 3 miesiące codziennego używania w żadnym stopniu nie wpłynęły na gorszy stan mojej cery, co przy kilku innych recenzjach tego kosmetyku miało miejsce.


W żadnym stopniu zakupu nie żałuję i cieszę się,że zaryzykowałam. Kolor Light Plus idealnie się wtapia i nie zmienia koloru nakładanego przeze mnie podkładu. Nie daje 100% matu co jak najbardziej mi odpowiada. Nie potrzeba nakładać go również dużo. Przyznam,że jestem ciekawa jego wydajności. Jeśli to co widać na zdjęciu zostanie ze mną przez co najmniej kolejne trzy miesiące, będę skłonna kiedyś do niego powrócić.


Podkład który idealnie z nim współgra to moja wrześniowa nowość czyli Lancome Teint Miracle. Pierwsze wrażenia z którymi się z Wami już dzieliłam są wciąż podtrzymywane. Kolor 005 pasuje do mnie jak żaden wcześniej produkt. Ciężko poza ceną jest mi się do niego przyczepić. (Plus za to,że istnieją 20% rabaty online!) Porównując go do wcześniej używanego produktu mogę nadmienić,że BB Cream Moisture marki It's Skin był bardziej treściwy przez co zbierał się w załamaniach wokół ust, co po czasie delikatnie mówiąc zaczęło mnie irytować. Teint Miracle jest lżejszy przez co na buzi prezentuje się moim zdaniem o wiele korzystniej i daje tym samym przewagę. Krycie lekkie do średniego jak najbardziej mi wystarcza. Blask pod kontrolą, mała ilość pudru gwarantują efekt do którego wracać chcę każdego dnia. 


Tak jak już Wam wspominałam na wyjazd nie zabierałam żadnej palety. Sam makijaż przez ostatni czas również wyglądał dość podobnie. Trudno w to uwierzyć ale nadszedł moment gdy czekoladowa paleta od Too Faced i nowości Makeup Geek poszły w odstawkę na rzecz tych 5 cudowności. Pragnę wyróżnić zarówno matowe cienie marki My Secret, których koszt za sztukę wyniósł mnie ponad 4zł oraz nową kolekcję Inglota What a Spice. Świetnie się rozcierają i idealnie wpasowują się w klimat jesiennych makijaży.


Ostatnim produktem jeśli chodzi o kolorówkę zostaje produkt do ust. Nadmienię,że ostatnie porządki dotyczące tej strefy makijażu pozwoliły mi na zatrzymanie kolorów z których korzystam bardzo często.


Jak widać pudełeczko z zamówienia Sephory stało się dla nich nowym domem.


Wyróżnienie dostaje matowa pomadka w płynie firmy Inglot o kolorze 17. Wybór jest dość oczywisty. Za każdym razem podczas długiego dnia zwiedzania bądź świadomości tego,że czeka mnie intensywny dzień chwytałam za ten produkt. Podczas jedzenia, picia trzyma się moich ust świetnie. Nawet gdy po czasie znika, wygląda naprawdę dobrze i nie muszę się martwić o to jak w niej wyglądam. Do tego wszystkiego ma piękny, owocowy zapach! (Wspomnę,że zarówno ją jak i na podkład Lancome w dużej mierze skusiła mnie Basia z kanału Callmeblondieee, której recenzje dość często sprostają moim wymaganiom i okazują się pomocne.)


W pielęgnacji dużych zmian nie ma. Nowością został tylko krem Alterry w wersji granatu. Cena 8,49 przemawia do mnie i cieszę się z tego,że znalazłam coś tańszego co dobrze sprawdza się rankiem przed nałożeniem podkładu. Konsystencja jest trochę mniej przyjazna od tych do których jestem przyzwyczajona ale nie mam względem niej już większych problemów. Kluczem jest nakładanie małych ilości i szybkie rozprowadzanie. Na noc również go nakładam ale wzbogacam go olejkiem Kiehls'a - sam w sobie jako nocne nawilżenie jest zbyt słaby. Szybko się wchłania, co jak widać ma zaletę rankiem więc tutaj polecam go jak najbardziej zwłaszcza,że koszt jest bardzo korzystny.


Z muzycznych nowości ogromnie cieszę się z nadchodzącej drugiej płyty, artysty którego bardzo cenię. Według mnie to jeden z piękniejszych męskich głosów. James Arthur głównie znany z coveru Impossible ma świetne piosenki przy których od kilku lat trwam. Wzruszają, bawią, nakłaniają do refleksji. Nie ma dnia abym nie przesłuchała choć jednego utworu.

Mam nadzieję,że dotrwałyście do końca. Tak prezentują się produkty z których jestem naprawdę bardzo zadowolona. Było ich jeszcze więcej ale z różnych przyczyn chciałabym dać im więcej czasu. Jeśli sprawdzą się równie dobrze, w następnych ulubieńcach o nich z pewnością nie zapomnę. Jeśli chodzi o muzykę myślę,że nie trzeba nic więcej dodawać. Uwielbiam do niej wracać.
Copyright © 2016
kargawr.pl
, Blogger