piątek, 30 grudnia 2016

Świąteczne prezenty - część 1 - zamówienie ze sklepu Houseofbeauty! Colourpop!

Świąteczne prezenty - część 1 - zamówienie ze sklepu Houseofbeauty! Colourpop!
Produkty które dziś chciałabym Wam pokazać należą do tych z kategorii wymarzonych. Od bardzo dawna wisiały na mojej wishliście i koniecznie chciałam wypróbować je w najbliższym czasie. Po tytule jak widać święta okazały się być tą odpowiednią okazją. Jestem prze-szczęśliwa a równocześnie podekscytowana ponieważ firma o której opowiem stworzyła wszystkie te kosmetyki we współpracy z YouTuberką którą bardzo cenię!  


Kathleenlights lubię oglądać z kilku powodów. Wiele dużych zagranicznych kanałów którym w żadnym stopniu nie ujmuję umiejętności są dla mnie czasem przerysowane i nie znajdują odzwierciedlenia w życiu realnym. Na jej kanale za każdym razem podziwiam efekt prac i to jak potrafi podkreślić swoją urodę a nie zamienić się przy tym w całkiem inną wersję nieprzypominającą siebie! Jej makijaże są niezwykle kobiece a kolory które do nich dobiera w większości przypadków chwytają mnie za serce! W połączeniu z olbrzymim poczuciem humoru, nie dziwię się,że osiągnęła tak duży sukces!

Firma ColourPop w dużej mierze znana jest ze swoich płynnych pomadek oraz dość przystępnych cen. Mnie od zawsze ciekawiła również formuła cieni do powiek, które mają całkiem inną konsystencję w porównaniu do produktów które znałam wcześniej.




Łącząc miłość do Kathleenlights, ciekawość formuł cieni ColourPop, kolorystykę czterech wkładów wchodzących w skład gotowej paletki zdecydowałam się na Where The Light Is. Kartonik w którym znajdują się cienie jest na tyle ładny,że nie będę w stanie go wyrzucić! Wizualnie jestem zachwycona!


Jeśli chciałybyście posłuchać szczegółów dotyczących wyborów kolorów czy nazw serdecznie odsyłam Was do filmu. Tutaj dowiecie się absolutnie wszystkiego! Ja dziś najlepiej jak umiem postaram się przedstawić Wam wygląd czterech odcieni. W kolejnych wpisach bez wątpienia stworzę nimi makijaż!




Tekstura jest imponująca - żałuję,że tuż po pierwszym użyciu ulegnie zmianie. Sama formuła określana jest jako kremowa, miękka i aksamitna. W przypadku cieni perłowych, satynowych, metalicznych producent zaleca nakładać je opuszkami palców aby cieszyć się ich największą wyrazistością. Nie można zapominać również o dokładnym i szybkim zakręcaniu słoiczka - w przeciwnym razie formuła może zaschnąć.





GDY SKOŃCZYSZ: "Upewnij się, że cienie są mocno zamknięte! Inaczej magia się ulotni".

Przechodząc do kolejnego produktu dodam,że większość cieni można zakupić osobno w cenie 39zł za sztukę. (Oczywiście w gotowych zestawach wychodzi to znacznie taniej!) Kathleenlights po ogromnym sukcesie wcześniejszej palety stworzyła drugą, dedykowaną fankom bardziej zwariowanych makijaży. Mi bardzo przypadł do gustu przepiękny odcień o nazwie Weenie!



Bardzo lubię takie kolory na swojej powiece. Fanki różu, kolorów typu rose gold powinny czuć się skuszone! Jest niesamowity!




Jeśli chodzi o cienie do powiek na tym moje zamówienie się kończy. Dobrze wiecie,że kreska eyelinerem i jej przeróżne kombinacje to coś co w makijażu kocham.




Od dawna mam ochotę na odcień brązu który ładnie podkreśli kolor mojej tęczówki! Poznajcie Mr Bing czyli kremowo-żelowy eyeliner w słoiczku!


Na koniec pomadka o wykończeniu satynowym, którą również można zakupić w całkiem przyjaznej cenie - 39zł. Point Zero to kolor, który od dawna szukałam! Będzie świetnym dopełnieniem do wyżej wspomnianego eyelinera! Mówię Wam - mam co do tych dwóch produktów wizję, którą w najbliższym czasie postaram się spełnić i uwiecznić na zdjęciach!






Z zakupów, które poczyniłam w ramach świątecznego prezentu jestem zadowolona! Radość jest podwójna ponieważ stan magazynu sklepu houseofbeauty został tuż przed moim zamówieniem uzupełniony i mogłam pozwolić sobie na wszystko co chciałam! Paczka była dobrze zabezpieczona i przybyła do mnie w tempie ekspresowym - opłaciłam ją we wtorek wieczorem a dziś rano zapukał kurier!


Cieszę się,że każdy z nich współtworzyła jedna z moich ulubionych zagranicznych YouTuberek. Mam nadzieję,że żaden z kosmetyków mnie nie rozczaruje i w przyszłości będę mogła skusić się na coś z oferty marki jeszcze!

czwartek, 29 grudnia 2016

Prezentacja nowości z wygranego pudełka Golden Rose! GOLDEN BOX

Prezentacja nowości z wygranego pudełka Golden Rose! GOLDEN BOX

Dzień przed Wigilią do moich drzwi zapukał pan kurier, wręczając ogromne pudło z kosmetykami Golden Rose. Z uwagi na sympatię do firmy jakiś czas temu postanowiłam spróbować swoich sił w konkursie u Agnieszki z bloga aGwer, który jak łatwo się domyślić wygrałam wraz z 2 innymi dziewczynami!


Radość po przeczytaniu wyników była spora choć nie ukrywam,że w dużej mierze towarzyszyło temu ogromne zaskoczenie. Kompletnie się tego nie spodziewałam! Dziś chciałabym zaprosić Was na prezentację pudełka i kilka słów jeśli chodzi o jego zawartość! Z góry przepraszam za jakość zdjęć lecz nie miałam dostępu do lepszego aparatu. W kolejnych postach planuję wykonać makijaż z użyciem nowości dlatego obiecuję poprawę! 


Na wstępie chciałabym zaznaczyć,że dwa produkty które otrzymałam były już w moim posiadaniu. Tak się składa,że oba znam bardzo dobrze i spisują się u mnie świetnie dlatego bez większego zastanowienia uszczęśliwiłam nimi siostrę. Pierwszym kosmetykiem został eyeliner do brwi w odcieniu 02, którym jak wiecie od dłuższego czasu wypełniam końcówkę i nadaję kształt włoskom. Nie ściera się w ciągu dnia a przeczesany spiralką prezentuje się tak jak lubię czyli dość subtelnie. Z pewnością wypytam o wrażenia siostrę - mamy dość podobny kolor włosków więc powinna być równie zadowolona!


Drugim produktem który znalazłam w paczce był kremowy rozświetlacz w odcieniu 01 bright gold. Sama popędziłam po niego zaraz po rekomendacji Katosu, która porównała go do kultowego rozświetlacza Benefit'u którego regularna cena wynosi 159zł. Uwielbiam rozprowadzać go palcem bądź wklepywać małą wersją BB. Duży plus za to,że utrzymuje się zdecydowanie dłużej nad łukiem kupidyna i tym samym podbija rozświetlacz prasowany! Świetnie wygląda również w wewnętrznych kącikach oka! Mina siostry po sprawdzeniu koloru na dłoni nie potrzebowała dodatkowych słów - efekt również bardzo przypadł jej do gustu!



Z nowości które wpadły w moje ręce został m.in: kremowy róż, który wizualnie przypomina wspomniany wcześniej rozświetlacz. Firma oferuje dużo kolorów, które nie ukrywam sprawdzałam kilka razy na blogach i kanałach YouTube.



Ogromnie cieszę się z odcienia 104 ponieważ jest dość delikatny. Prezentacja na dłoni to kilka warstw! Jeśli chodzi o róż wolę budować jego intensywność dlatego kolor jak najbardziej wpisuje się w moje preferencje! Idealny na dzień!



W pudełku znalazła się również rozświetlająca baza pod podkład! W przeszłości zużyłam dwa produkty o całkiem podobnych właściwościach - Loreal Lumi Magique oraz MAC Strobe Cream. Dobrze jest poznać jeszcze tańszą opcję i móc porównać do dwóch poprzednich. Stosowałam ją już pod podkład i korektor i jestem całkiem zadowolona! O różnicach jakie dostrzegłam poopowiadam Wam później!


O cieniach do powiek zbyt wiele nie słyszałam, tym bardziej doceniam fakt otrzymania paletki 111 Misty Matte. Jak widać nie była jeszcze przeze mnie testowana ale gwarantuję,że to tylko kwestia czasu! Kolory bardzo mi się podobają i mam względem nich w głowie ułożony plan, a to dość dobry znak!


Do oczu dostałam również produkt który miałam okazję poznać wcześniej dzięki uprzejmości koleżanki. Z tej serii posiadam przepiękny turkus i uwielbiam go od pierwszej aplikacji! W przypadku tego koloru efekt nie jest już tak piorunujący - sprawdzi się w dziennych, lekkich makijażach jako urozmaicenie czarnej kreski. Jeszcze się nim pobawię i spróbuję coś stworzyć!


Aplikator nie sprawia najmniejszych trudności a kolor trzyma się do samego demakijażu! Nie jest tajemnicą,że eyelinery tej firmy są mi znane od bardzo dawna! Polecam każdej koleżance!


Jako ogromna zwolenniczka matu na ustach omijam wszelkiego rodzaju błyszczyki do ust. Z drugiej strony od czasu do czasu lubię postawić na lekkość i dać im w ciągu dnia czas na regenerację. Błyszczyk który otrzymałam ciekawi mnie i będę chciała w najbliższych makijażach wypróbować! Zastanawia mnie czy będzie należał do mocno kryjących bądź wręcz przeciwnie - podbije naturalny kolor ust i nieznacznie je podkreśli?! Dam znać!


Na koniec jeszcze raz dziękuję Agnieszce oraz firmie Golden Rose za przesyłkę! Bardzo cenię sobie Wasze produkty i to,że podążacie za panującymi trendami! Tak jak wspominałam makijaż z nowościami pojawi się za kilka dni! Bądźcie czujni!

środa, 21 grudnia 2016

Prosty makijaż dzienny: brązowo-złota konturówka, cień w kredce. Wielkie zaskoczenie, nowości w akcji!

Prosty makijaż dzienny: brązowo-złota konturówka, cień w kredce. Wielkie zaskoczenie, nowości w akcji!
W dzisiejszym poście chciałabym zaprezentować Wam produkty, które od pewnego czasu używam. Celowo o nich nie wspominałam aby móc poświęcić się testowaniu i wydaniu późniejszej opinii. Zimą ze względu na bardzo słabe poranne oświetlenie zależy mi na kosmetykach które zapewnią mi trwały a przy tym nieprzesadzony efekt. Uwielbiam makijaże w odcieniach brązu i uważam,że na codzienne wyjścia są kolorami dość bezpiecznymi. Pasują do większości stylizacji i ładnie podkreślają spojrzenie. Oczywiście jak ze wszystkim zdarzają się przypadki,że można z nimi przesadzić lecz zapewniam Was,że dzisiejsi bohaterowie świetnie sprawdzą się właśnie w tej dziennej roli.

Produkty o których mowa to konturówka do oczu Rich Copper z serii Luxe oraz cień w kredce "Moc Blasku" w odcieniu Slate firmy Avon. Do kolorówki tej marki mam dość sceptyczne podejście i nie raz, nie dwa Wam o tym wspominałam. Często też kolory z katalogu nie oddają rzeczywistego stanu i można się rozczarować. No nic, pozostaje się tylko cieszyć,że tym razem niezadowolenie nie wystąpiło - zaraz Wam udowodnię dlaczego!


Seria Lux od zawsze zwracała moją uwagę. Lubię gdy produkty przy swoim określonym zadaniu są dodatkowo ładnie opakowane. Od pewnego czasu poszukiwałam czegoś mocniejszego do podkreślenia dolnej linii oka. Chciałam zrezygnować z nakładania i rozcierania cieni a przy tym zależało mi na wyeliminowaniu wyboru typowo czarnego koloru. Odcień Rich Copper wpisał się w moje preferencje idealnie!


Kredka bardzo przypomina mi żelową wersję Supershock. Mięciutka o bardzo mocnym pigmencie. Końcówka zakończona jest gąbeczką, którą za każdym razem rozcieram delikatnie produkt. O dziwo nie podrażnia i spełnia swoje zadanie! Rankiem nie potrzebuję dodatkowego pędzla i makijaż mogę wykonać w szybszym tempie! Ogromną zaletą jest również jej trwałość! Od wczesnego ranka do późnego wieczora trzyma się w stanie idealnym! W kwestii złotych drobin widoczne są one w nieco bardziej intensywnym świetle. Efekt tak jak zapewniałam na początku idealnie wpisuje się w moje dzienne wymagania! Bardzo często można kupić ją w promocji! Cena w zależności od katalogu wynosi od 9 do 19zł.

  
Na formę cienia w kredce choruję od dawna. Wizja równie szybkiego nałożenia i dość zadowalającego mnie efektu sprawiła,że chciałam wypróbować czegoś nowego. (Tutaj warto wspomnieć,że kusi mnie asortyment marki Charlotte Tilbury, która oferuje m.in tego typu kosmetyki. Niestety za każdym razem gdy przypominam sobie o cenie ponad 130zł za taką kredkę, równie szybko staram się o niej zapomnieć!)


Gdy tylko ujrzałam ofertę Avon i cenę 19zł postanowiłam dać jej szansę. Nie żałuję - kolor Slate w połączeniu z wyżej pokazaną konturówką do oczu wygląda przepięknie!


Przypuszczam,że obie barwy znajdą swoich zwolenników. Wzajemnie się dopełniają i można stworzyć nimi coś fajnego. Aplikacja cienia w kredce nie przysporzyła mi większych trudności. Nakładany prosto z opakowania, subtelnie roztarty opuszkiem palca stanowi znakomite podłoże pod np. eyeliner. Oba kosmetyki ze względu na swoje kremowe formuły mogą posłużyć również za bazę pod inne pudrowe cienie, wzmacniając przy tym pigmentację. Fanki mocniejszego koloru na oku będą równie zadowolone!


Korzystając z okazji chciałabym również nadmienić,że matowy korektor marki wciąż jest przeze mnie z powodzeniem używany. Kolor nie ciemnieje, nie wchodzi brzydko w załamania skóry i ma całkiem dobre krycie! Polubiłam się z nim o wiele bardziej niż z płynnym Catrice! W dzisiejszym makijażu wyrównał mi również koloryt powieki ruchomej i był bazą pod wspomniany wyżej cień w kredce!



Koniecznie dajcie znać jak podoba się Wam rezultat! Być może tak jak ja, zmienicie choć trochę podejście do kolorówki tej firmy. Zapewniam,że tych dwóch produktów używam z naprawdę wielką przyjemnością! Jeśli chodzi o resztę makijażu wybrałam dziś szminkę MAC w odcieniu Taupe. Uwielbiam jej komfort mimo,że ma matowe wykończenie! Na czarną kreskę dodatkowo dodałam brokatowy eyeliner z Golden Rose - w tym przypadku jestem odrobinę zawiedziona. Efekt czerni ze srebrem jest średnio widoczny dlatego zdecydowanie bardziej polecam Wam pozostałe kolory.

Jak widać zależało mi na podkreślonym oku ale zachowując przy tym wszystkim umiar. 
Myślę,że cel został osiągnięty. ❤

wtorek, 20 grudnia 2016

Nowości z Bell! HYPOAllergenic Anti-Redness Primer, Face&Body Illuminating Powder, Nude Eyeshadow, Waterproof Stick Eyeshadow, Mat Lip Liquid.

Nowości z Bell! HYPOAllergenic Anti-Redness Primer,  Face&Body Illuminating Powder, Nude Eyeshadow, Waterproof Stick Eyeshadow, Mat Lip Liquid.
W listopadzie uczestnicząc w opolskim spotkaniu blogerek otrzymałam do testów sporo ciekawych kosmetyków. Wiedziałam,że po pewnym czasie z wielką chęcią dzieląc się z Wami wrażeniami będę chciała pokazać produkty marki Bell. Zbliżające się święta oraz sylwester idealnie wpisują się w kolorystykę kolorówki którą dziś chciałabym bliżej przedstawić. Mam nadzieję,że choć część zdobytych informacji pomoże Wam przy wyborze nowych, kosmetycznych skarbów.


Tuż po nałożeniu kremu nawilżającego rozprowadziłam jedną pompkę zielonej bazy pod makijaż. Zazwyczaj nie nakładam tego typu produktów na całą twarz - preferuję jedynie małą ilość na nos oraz okolicę tuż przy nim. Mam pewność,że miejsce te będzie idealnie wygładzone, co skutkuje piękniejszym wyglądem samego podkładu.


Baza Bell, tak jak wspomniałam wyżej ma zielony kolor. Widzę jej zastosowanie dla cer idących w kierunku bardziej problemowych niż moja. Nie mam zbyt wielu zaczerwienień dlatego wiem,że ten konkretny produkt w codziennym makijażu nie jest mi bardzo potrzebny i mogłabym znaleźć dla niego nowy dom. W kwestii konsystencji nie mam zarzutów. Bardzo łatwo się rozprowadza i jest niezwykle lekka. Zielony kolor po dokładnym rozprowadzeniu zmienia się i dopasowuje do kolorytu skóry. Na plus fakt,że nie trzeba długo czekać i po kilku sekundach można brać się za podkład i korektor. 



Myśląc o świąteczno-sylwestrowym makijażu widzę w głowie błysk oraz odważniejsze kolory. Uważam,że satynowo-kremowe cienie do powiek, które miałam okazję już kilka razy używać wpisując się dobrze w dzienny i nieco spokojniejszy klimat, mogą też ładnie dopełnić makijaż wieczorowy. Do pomocy i nadaniu większego charakteru postawiłam na cień do powiek w formie kredki o pięknym wykończeniu. Fiolet to odcień po który sięgam tylko podczas specjalnych okazji - wiedziałam,że w tym przypadku wkomponuje się idealnie!


Stopień intensywności pigmentu naprawdę miło mnie zaskoczył! Formuła jest bardzo kremowa i nie miałam najmniejszego problemu z jej nakładaniem.



Z racji lekko mokrego wykończenia postawiłam na dodanie na niej równie urokliwego pigmentu, tym razem z Inglota (numer 112)!.


Rozświetlenie twarzy to również czynność obowiązkowa. Kolor o którym dziś chciałam pomówić to numer 01. Ze wszystkich produktów jako pierwszy zwrócił moją uwagę - tak wiem, odezwała się we mnie miłość do rozświetlaczy! Odcień ten nieco różni się od tych które preferuję. Kultowa Mary Lou, Soft and Gentle, Princess Dream są w moim odczuciu bardziej złociste. Tutaj efekt wpada w bardziej srebrno-mroźne tony dlatego proponowałabym aplikować go w mniejszych ilościach i w bardziej przemyślany sposób. Nakładany lekką ręką robi wrażenie! Całkiem miła odmiana do tego czego używam zazwyczaj!



Mat Lip Liquid w kolorze 04 ucieszył mnie na wstępie z racji swojej formuły. Od kilku miesięcy jestem zakochana do szaleństwa w matowych pomadkach, o czym często mogliście być tutaj zapewniani. Patrząc na kolor wiedziałam,że bez problemu odnajdzie się chociażby przy wigilijnym stole czy podczas zabawy sylwestrowej! Jako ogromna fanka nude muszę stwierdzić,że czuję się w nim niezwykle wyjątkowo! Co więcej mam wrażenie,że usta w tym kolorze wyglądają na jeszcze pełniejsze! Przyjemnie się nakłada i nie czuję po zastygnięciu nieprzyjemnego poczucia suchości! Przyrzekam,że jest to dla mnie wielkie kosmetyczne odkrycie! Nie sądziłam,że to powiem ale z wielką przyjemnością udam się do drogerii aby zobaczyć większą liczbę kolorów!


Podsumowując wszystkie produkty - bez wątpienia jestem zachwycona pomadką! Cień w kredce jak widać okazał się całkiem przyjemną bazą dla pigmentu! Tutaj także z miłą chęcią przyjrzę się innym wariantom kolorystycznym! Odcień rozświetlacza oraz zielona baza to kwestia indywidualnych preferencji. Nie są złymi produktami - to ja jestem przyzwyczajona do innych kosmetyków i tego w jaki sposób wzbogacają mój makijaż a każdy z Nas wie,że ciężko jest po kilku użyciach przebić wieloletnich ulubieńców! Muszę po prostu dać im więcej czasu! Najsłabiej w moich oczach wypadła paleta. Przywykłam do większej pigmentacji i łatwiejszego rozcierania. Tutaj mam wrażenie,że efekt jest bardzo subtelny i ciężej jest wydobyć z niej coś więcej. Czy to minus? Dla mnie osobiście nie bo zdaję sobie sprawę,że nie każdy interesuje się na tyle mocno makijażem i przykłada do niego taką wagę. Efekt finalny mi odpowiada a to najważniejsze!

Koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami. Czy coś wpadło Wam w oko?
Znacie produkty marki Bell?
Copyright © 2016
kargawr.pl
, Blogger