środa, 5 kwietnia 2017

Glambrush T104, O101, O104, O105, O107 -
czyli zakupy z nowej kolekcji!

Glambrush T104, O101, O104, O105, O107 - <br> czyli zakupy z nowej kolekcji!
Założę się, że każda pasjonatka makijażu choć razu słyszała o sklepie internetowym Glamshop.  Sama w styczniu skusiłam się na kilka modeli pędzli ze starej kolekcji i do tej pory wciąż z nich korzystam. ( O każdym z nich możecie poczytać tutaj! ) Przechodząc do dzisiejszego wpisu chciałabym zaprezentować Wam moje kolejne zakupy z tego sklepu. Wiedziałam, że prędzej czy później skuszę się na nowości firmy lecz nie spodziewałam się, że nastąpi to aż tak szybko. Rezygnacja z wyjazdu do Krakowa z powodu targów LNE spowodowała, że postanowiłam w choć małym stopniu sobie tę stratę zrekompensować. Wizualnie jestem zachwycona więc mam nadzieję, że dzisiejsze zdjęcia oddadzą piękno które ujrzałam po odpakowaniu paczki. 




Glambrush T104

Od dawna potrzebowałam czegoś nowego do rozcierania produktów do konturowania. Kształt tego pędzla wydał mi się najbardziej odpowiedni. Włosie w dotyku jest bardzo miłe i zdziwiłam się jego jakością. Jeśli  po dłuższym czasie będzie wciąż odpowiednio mięciutkie, zastanowię się nad czymś jeszcze! 




Glambrush O101

Wygląd kolejnego pędzelka myślę, że jest dla każdej z Was znajomy i z łatwością można się domyślić do czego będzie używany. Mam coś podobnego m.in od Zoevy tylko ze względu na wielkość potrzebowałam czegoś mniejszego. Wizualnie O101 mi to zapewnił więc niewątpliwie wpłynie to na jeszcze lepszą precyzję. Co ciekawe porównując te dwa pędzle to Glambrush wydaje mi się bardziej przyjazny. Zobaczymy jak to będzie dalej!



Glambrush O104

Kolejny model bez którego nie wyobrażam sobie makijażu. Pędzle do rozcierania przydają się zawsze więc i ta propozycja od razu wpadła mi w oko!



Glambrush O107 & O105

Ostatnie dwa pędzelki postanowiłam zestawić z dwoma poprzednimi ponieważ moim zdaniem w ten sposób najlepiej jest dostrzec różnicę w kształcie i ich wielkości. Każdy z nich w codziennym makijażu jest bardzo przydatny i wielofunkcyjny. Nie wspominając o przepięknym, wizualnym aspekcie!





Nawet nie wiecie ile kosztowało mnie nie używanie tych pięknych nowości! Cieszę się, że zdjęcia zostały wykonane i od jutra zaczynam intensywne testowanie. Po samym dotyku wnioskuję, że mogą mi się sprawdzić! Mam nadzieję, że moje przypuszczenia nie okażą się błędne. Koniecznie dajcie mi znać czy pędzelki Was kuszą! Jeśli będziecie chciały chętnie w przyszłości dodam także wpis o czterech cieniach, tej samej firmy które od kilku miesięcy używam! 

sobota, 1 kwietnia 2017

MIYA Cosmetics -
intensywnie nawilżający krem z olejkiem kokosowym.

MIYA Cosmetics -<br> intensywnie nawilżający krem z olejkiem kokosowym.
Witajcie w sobotę! Mam nadzieję, że tak jak i u mnie w mieście pogoda Wam dopisuje! Ostatnio wspominałam Wam, że używam na zmianę dwa nowe kremy o odmiennej konsystencji a co za tym idzie skutkach. Dziś nadszedł czas przedstawić Wam bliżej drugą nowość!


Długo opierałam się przed tymi kolorowymi tubkami jakimi kusiły mnie dziewczyny na wielu blogach. Dopiero skuteczne wykończenie resztek kremów, skłoniło mnie do zakupu. Panie i panowie - przedstawiam Wam intensywnie nawilżający krem z olejkiem kokosowym polskiej firmy MIYA, który od pewnego czasu można nabyć także w stacjonarnych drogeriach!


Warto dodać, że prócz kokosowej wersji do wyboru mamy także masło mango, olejek z róży czy masło shea. Wszystkie pozbawione parabenów, silikonów, parafiny, PEG-ów, olejów mineralnych, sztucznych barwników i glikolu propylenowego!


Mnie na sam początek skusiła wersja kokosowa! Miałam ochotę na coś świeżego, kojarzącego się z letnimi miesiącami. Powiem Wam, że był to strzał w dziesiątkę i się nie zawiodłam! Nie wiem czemu ale za każdym razem czuję się jakbym wąchała malibu z sokiem bananowym. Wakacje jak nic!


Forma tubki jak najbardziej mi odpowiada. Ze słoiczków również korzystam lecz biorąc pod uwagę dłuższe paznokcie, taka forma odpowiada mi bardziej!


Początkowo bałam się, że olejek kokosowy może zadziałać na moją skórę niekorzystnie lecz niczego takiego nie zaobserwowałam i bardzo z tego powodu jestem zadowolona. Nie ma nic gorszego niż wydawanie pieniędzy na produkt, który się nie sprawdza! Sama formuła jest o wiele bardziej nawilżająca i porównałabym ją do czegoś w stronę Dove i Nivea z tą różnicą, że  lepiej sprawdza się pod podkład więc z powodzeniem możemy używać jej zarówno rano jak i wieczorem! ( Obecnie stosuję go pod Revlon Colorstay oraz krem BB od It's Skin. ) Wchłania się dość szybko lecz nawilżenie jest na buzi wyczuwalne i nie zaobserwowałam nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Na noc dodatkowo nakładam kilka kropelek olejku Beauty Oil i rano buzia jest w świetnym stanie.

  
Krem mnie nie zawiódł i  z powodzeniem określiłabym go pod względem zapachu jako namiastka wakacji schowana w przepięknej tubce. Moja skóra obecnie zmierzająca w kierunku mieszanej jest jak najbardziej usatysfakcjonowana. Posiadaczki suchej cery także powinny go wypróbować! Jako dodatkowe nawilżenie suchych skórek wokół paznokci również znajduje swoje zastosowanie. Jego wielofunkcyjność naprawdę mnie pozytywnie zaskakuje! Czy kusi mnie jakaś inna wersja? O tak, mango gdzieś z tyłu głowy krzyczy i za mną woła! Na razie jestem silna ale sama nie wiem jak to będzie później!

Koniecznie dajcie znać czy miałyście styczność z tą firmą!
 Czy czujecie się skuszone?

środa, 29 marca 2017

Sempre Hydro Power 24h
czyli nowość od Aqua Pi Cosmetics!

Sempre Hydro Power 24h<br> czyli nowość od Aqua Pi Cosmetics!

Wybór odpowiedniego kremu do twarzy to nie lada wyzwanie zwłaszcza, że moja cera różnie reaguje na zmiany i w zależności od pory roku lubi co innego. W ostatnim czasie przewinęły się przez moje ręce dwa produkty o odmiennej konsystencji i działaniu. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o jednym z nich!


Sempre Hydro Power 24h
39,90zł / 50ml

Krem firmy Aqua Pi Cosmetics był mi kompletnie nieznany. Ba, nawet nie wiedziałam o istnieniu tej marki! Dowiedziałam się o niej dzięki spotkaniu blogerskiemu w Rybniku 4-tego marca. Nie ukrywam, że ten mały o pięknym kolorze słoiczek zainteresował mnie od razu! Tym bardziej, że w planach miałam kupić też coś podobnego o takich właściwościach! 


Nie wiem jak Wy ale ja zawsze zwracam uwagę na różne drobiazgi. Lubię gdy kremy zabezpieczane są w ten sposób ponieważ mam pewność, że mogę lepiej je później przechowywać. Zrywanie papierowych zabezpieczeń jest proste i szybkie lecz po dłuższym czasie trudniej jest doprowadzić je do porządku, zwłaszcza, że często nawilżające kremy zabieram ze sobą w różne podróże.


Przechodząc do najważniejszej kwestii czyli działania i konsystencji muszę powiedzieć Wam, że już od pierwszych aplikacji wydawała mi się ona dziwnie znajoma. Przez długi czas nie umiałam sobie odpowiedzieć na to nurtujące pytanie aż któregoś wieczoru po aplikacji dostałam olśnienia! Z 2 lata temu kompletnie nie zwracając uwagi na składy produktów używałam czegoś bardzo podobnego firmy Nivea! Nie wiem czy wciąż jest to w sprzedaży lecz pamiętam, że określałam to jako lżejszą wersję klasycznego i wszystkim dobrze znanego produktu tej marki. Zastanawia Was może w czym dla mnie tkwi przewaga Aqua Pi? Po pierwsze nie zawiera ona parabenów, lanoliny, parafiny, olejów mineralnych oraz sztucznych barwników. Po drugie naprawdę odczuwam przyjemne nawilżenie a nie oblepiającą i klejącą formułę, przyprawiającą mnie o duży dyskomfort. 


Formuła jest lekka i bardzo szybko wchłaniająca się, co nie oznacza, że nie sprawdza się w codziennym użytkowaniu i jest zbyt słaba. Osobiście odrobinę nakładam rano przed makijażem a wieczorem wspomagam się olejkiem pielęgnacyjnym. Taka kombinacja od kilkunastu dni zdaje u mnie egzamin i jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Coraz cieplejsze dni sprawiają, że nie mam ochoty już na bardzo treściwe formuły i jest to dobra odskocznia na przestrzeni tego co poznałam w okresie ostatnich miesięcy! Moja cera na chwilę obecną nie zareagowała źle na składniki. Jeśli zauważę cokolwiek niepokojącego napiszę o tym jak najszybciej! Na koniec nie mogę nie wspomnieć o przyjemnym, delikatnym a przy tym odprężającym zapachu który umila mi aplikację. Współgranie z produktami które znam od dłuższego czasu to także kolejny z pozytywnych aspektów które bardzo mnie cieszą i powodują, że każdego dnia sięgam po niego coraz chętniej! Jak myślicie - to chyba dobry znak?!

sobota, 25 marca 2017

Pierwsze wrażenia nowości -
La Roche-Posay Toleriane Gel Moussant Adoucissant oraz Vichy Puder utrwalający Dermablend.

Pierwsze wrażenia nowości - <br> La Roche-Posay Toleriane Gel Moussant Adoucissant oraz Vichy Puder utrwalający Dermablend.
Witajcie w sobotę! Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień spędzacie równie miło! Jak widzicie po tytule będę chciała Wam opowiedzieć o dwóch nowościach które wspólnie z dziewczynami dostałyśmy w Rybniku na spotkaniu blogerskim. Zarówno firma La Roche-Posay oraz Vichy od zawsze kojarzyły mi się z produktami droższymi, dedykowanymi dla kobiet posiadających problemy z cerą które wymagają bardziej specjalistycznej pielęgnacji. Obecnie moje podejście w tej sprawie trochę się zmieniło i cieszę się, że mam okazję poznać coś nowego. Jesteście ciekawi  jak sprawdzają się dwa nowe produkty i czy mam ochotę testować je dalej? Tego dowiecie się właśnie dziś.


La Roche-Posay Toleriane Gel Moussant Adoucissant

Przed Wami żel do mycia skóry wrażliwej od La Roche-Posay. To pierwszy produkt tej firmy który trafił w moje ręce. Znam ją doskonale z widzenia ale ze względu na ceny i moją raczej bezproblemową cerę - nie widziałam sensu wydawania na żel większej ilości pieniędzy. Sylveco, Biolaven czy Vianek w zupełności mi wystarczają choć nie ukrywam, że na widok tej nowości i przez fakt zużycia wszystkich zapasów - uśmiech na mojej buzi się pojawił


4,1 / 5 na 94 recenzji 
( wizaż. pl )
Na tle tego co wcześniej znałam, formuła tego żelu bardzo mnie zdziwiła. Dawno nie używałam czegoś tak gęstego. Mam wrażenie, że myję buzię dobrej jakości kremem nawilżającym który sprawdza się tylko i wyłącznie w połączeniu z małą ilością wody. Przetestowałam go na kilka sposobów i muszę stwierdzić, że radzi sobie nawet z makijażem. Celowo nie zmywałam wcześniej tuszu, cieni i kreski eyelinerem i miło się zaskoczyłam. Powiek nie podrażnił i nie spowodował przesuszenia. W przeszłości zdarzało mi się trafiać na takich gagatków więc w tej kwestii jestem dość wybredna. Nie odczuwam nieprzyjemnego ściągnięcia skóry i w połączeniu z moją dalszą pielęgnacją nie zauważyłam żadnych problemów. 

 

Vichy, Dermablend Fixateur Poudre, 

Puder utrwalający


Firmę Vichy znam ze względu na szampon przeciwłupieżowy Dercos do którego regularnie wracam. Obecnie skusiłam się nawet na pojemność 390ml i wciąż podtrzymuję zdanie, że jest dla mnie jednym z lepszych. 


Gdy dowiedziałam się o przesyłce byłam na uczelni. Wiedziałam tylko, że otrzymałam biały puder. Mężczyźni z reguły są słabi w opisywaniu produktów kosmetycznych więc po powrocie do domu nastawiłam się na puder w kamieniu. Nawet nie wyobrażacie sobie mojego zadowolenia gdy ujrzałam paczuszkę. Pierwsza myśl która pojawiła się w mojej głowie dotyczyła Katosu. Uwielbiam oglądać jej filmy i dużo kosmetyków z jej polecenia się u mnie sprawdziło dlatego gdy zobaczyłam ten konkretny puder oczy zaświeciły się jeszcze bardziej!


4 / 5 na 119 recenzji 
( wizaż.pl )

Nadmienię też, że od dawna poszukiwałam nowego pudru właśnie w formie sypkiej choć długo zwlekałam ze względu na wizję fruwającego po całym pokoju pyłu. Firma Vichy trafiła więc z tym kosmetykiem idealnie! 

Puszek który widzicie na zdjęciu zamieniłam na rzecz gąbeczki BB. Bardzo się cieszę z naklejki która chroni produkt przed wydostaniem się. Przy codziennym makijażu korzystam z czarnej zakrętki do której wsypuję odpowiednią dla mnie ilość i biorę się za utrwalanie.


Puder jest doskonale zmielony a co najważniejsze w delikatny sposób rozświetla okolicę pod oczami i świetnie trzyma korektor. Bałam się, że może być na mojej twarzy zbyt matowy lecz nauczyłam się mieć nad nim pełną kontrolę i wygląda świetnie. Używam go teraz z wielką przyjemnością i już zastanawiam się nad wypróbowaniem innych formuł właśnie w takiej odsłonie. Aż sama się sobie dziwię, że tak długo z tym zwlekałam! Bardzo dobrze współgra z podkładem Revlon Colorstay czy kremem BB od It's Skin. W kwestii przesuszenia czy podkreślenia niedoskonałości na chwilę obecną zastrzeżeń nie mam choć wiem też, że na takie czynniki ma wpływ odpowiednia i systematyczna pielęgnacja. Makijaż ma być jedynie dodatkiem a nie sposobem na zatuszowanie wszelkich niedoskonałości.


Nie wiem jak Wy ale jestem ciekawa spostrzeżeń pozostałych koleżanek. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli dowiedzieć się także ich zdania. Moja cera jak widać na oba produkty zareagowała dobrze. Puder tak jak już wspominałam był strzałem w dziesiątkę a żel do twarzy okazał się miłą odskocznią w mojej naturalnej pielęgnacji. Oczywiście po dłuższym użytkowaniu przyjdę do Was z aktualizacją. Dziś chciałam podzielić się z Wami moimi pierwszymi spostrzeżeniami do których za jakiś czas się odwołam!

czwartek, 23 marca 2017

Niekosmetyczni ulubieńcy marca 2017
- personalizowane prezenty!

Niekosmetyczni ulubieńcy marca 2017 <br>- personalizowane prezenty!
Cześć! W dzisiejszym poście chciałabym odbiec od tematyki kosmetycznej i pokazać Wam trzy przedmioty z których w ostatnim czasie korzystam! Nie wiem jak Wy ale bardzo lubię prezenty personalizowane. Być może obecnie szukacie czegoś wyjątkowego dla kogoś? Jeśli tak, zapraszam do czytania dalej!  


Są wśród Was zwolennicy koktajli? Ja odkąd mam możliwość ich robienia, bardzo lubię pić je regularnie. Nie zawsze przepadałam za każdym owocem a możliwość zblendowania i przygotowania własnej mieszanki okazała się być wybawieniem! Na zdjęciu możecie dostrzec mój ostatni nabytek czyli dwa słoiki z uroczym napisem. Jeden jak łatwo się domyślić jest dla mnie a z drugiego korzysta mój chłopak! Tak, dobrze widzicie - w trakcie robienia zdjęć nie mogłam się opanować i musiałam zrobić kilka łyków ❤  Oczywiście istnieją też inne wersje napisów które możecie sprawdzić na stronie sklepu Mygiftdna - mi osobiście najbardziej podobały się takie.


Dobrą wiadomością jest fakt, że słoików nie trzeba zamawiać w zestawach. Dodatkową informacją jest to, że do zamówienia otrzymuje się także paczuszkę z tymi uroczymi słomkami. Nie ukrywam, że jestem naprawdę bardzo zadowolona ponieważ od dawna szukałam czegoś takiego!


Bidon z pierwszą literą własnego imienia to również bardzo przydatny gadżet. Od kilku tygodni postanowiłam pić więcej wody a tego typu produkt idealnie sprawdza się chociażby na uczelni. 


Jest wykonany bardzo dokładnie i naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Mam nadzieję, że grawer przetrwa próbę czasu a sam produkt będzie równie dobrze sprawdzał się w dłuższych podróżach.


Fani herbat łączmy się! Gdy tylko zobaczyłam rozmiar tego kubka wiedziałam, że musi być mój! Uwielbiam rozkoszować się smakiem herbaty - zwłaszcza zielonej! ( Spać też lubię dlatego wybrałam taki napis! :D )


Jeśli tak jak ja, szczególnie wieczorami preferujecie oglądać filmy urodowe na YouTube - ten kubek z pewnością jeszcze bardziej umili Wam ten czas pod warunkiem, że przygotujecie w nim coś dobrego! 


I tak prezentują się niekosmetyczni ulubieńcy! Mówiłam, że nie ma tego dużo ale zapewniam, że w codziennym życiu są mi bardzo pomocni i z przyjemnością z nich korzystam. Sklep się spisał i wszystko było starannie zapakowane. Wpadło Wam coś z moich produktów w oko? Dajcie znać!

środa, 22 marca 2017

Helena Rubinstein Magic Concealer - hit który trzeba mieć?

Helena Rubinstein Magic Concealer - hit który trzeba mieć?
Podkłady, pudry i korektory to produkty na które nie żal jest mi wydać większej ilości pieniędzy. Drogeryjne formuły nie zawsze mają dobry wpływ na stan mojej cery i do tego nie odpowiadają mi kolorystycznie. To często tłumaczy dlaczego obszar moich zainteresowań ciągnie mnie w stronę kosmetyków z perfumerii. 


Głównego bohatera dzisiejszego wpisu kupiłam w połowie września zeszłego roku. Od tej pory stosowałam go na różne sposoby i na tej podstawie chciałabym przedstawić Wam moje zdanie. O innych produktach samej marki zbyt wiele nie słyszałam. Od zawsze słysząc nazwę firmy kojarzyłam ją tylko i wyłącznie z kultowego korektora pod oczy!


Polska bizneswoman żydowskiego pochodzenia
Na wstępie dodam,że nazwa wzięła się od założycielki firmy której dom rodzinny udało mi się odnaleźć w Krakowie będąc na kilkudniowej wycieczce. Świetne uczucie móc podążać śladami kobiety, której nazwisko znane jest na całym świecie!


Moje oczekiwania
Decydując się na Magic Concealer oczekiwałam od niego lekkości z przyjemnym odczuciem nawilżenia, które będzie dodatkowo ładnie rozświetlało moją okolicę pod oczami. Wcześniej zdarzało mi się trafić na sporo tańsze kosmetyki tego typu lecz efekt po kilku godzinach mnie najzwyczajniej w świecie nie zadowalał i mimo młodego wieku miałam wrażenie, że obszar ten nie wygląda przyzwoicie. 


Czy faktycznie jest taki magiczny?
Korektor spełnił swoje zadanie i z powodzeniem jest przeze mnie używany lecz jego regularna cena jest dla mnie nie do przyjęcia i ponownie bym się na niego nie zdecydowała. Z drugiej strony patrząc na 15 ml pojemności można go jakoś usprawiedliwić bo wystarcza na bardzo długo lecz działanie i krążące na jego temat legendy są dla mnie przesadzone. Na tle innych jakie używałam w przeszłości, nie zachwycił mnie tak mocno i tak bardzo jak tego oczekiwałam - co oczywiście nie oznacza, że jest złym produktem.


Dla kogo polecam?
Kolor 01 pasuje do mnie idealnie a ilość która jest widoczna na zdjęciu w zupełności wystarcza mi do przykrycia okolicy pod oczami oraz rozjaśnienia pozostałych partii twarzy. Sam aplikator nie sprawia trudności i idzie się do niego przyzwyczaić choć na chwilę obecną dla samej siebie wolę takie z gąbeczką. Sama formuła po kilku godzinach wygląda bardzo dobrze a w połączeniu z pudrem sypkim jest nie do zdarcia. 

Niestety na tle jego zalet uważam, że efekt rozświetlenia i brak podkreślenia drobnych nierówności najbardziej docenią kobiety kilka a nawet kilkanaście lat starsze ode mnie. Nie wiem jak dobrze ubrać to w słowa lecz myślę, że jego magia tkwi właśnie w tym, że w cudowny sposób potrafi otulić i ukoić bardziej problematyczną strefę pod oczami. Dla mnie samej - jest chyba po prostu jeszcze zbyt wcześnie i dlatego nie robi na mnie takiego wrażenia. 


Nowe zastosowanie?
Z ciekawostek dodam, że z powodu braku podkładu nałożyłam go kiedyś na całą twarz przy użyciu gąbeczki. Efekt jaki zobaczyłam bardzo mnie zaskoczył - twarz była pięknie rozświetlona, jednolita i wyglądała jak po najlepszej jakości koreańskim kremie BB. Do dnia dzisiejszego gdy zależy mi na świetlistym i delikatnym makijażu wykorzystuję ten sposób i cieszę się pięknym efektem. Sama nie wiem z czego to wynika ale w formie "podkładu" podoba mi się o wiele bardziej niż w roli o jakiej pisze producent. Być może fakt, że policzki są w moim przypadku bardziej problematycznym miejscem wpływa na to o czym pisałam Wam wcześniej? Naprawdę ciężko jest mi na to pytanie odpowiedzieć. 


Wiem, że wpis może być trochę chaotyczny ale taka jest też moja relacja z tym produktem. Lekkie-średnie krycie, piękne rozjaśnienie, przyjemna w rozprowadzeniu formuła. Wszystko jest w porządku lecz nie będę Was oszukiwać ponieważ nie odczuwam wielkiej euforii. Na logikę - gdyby było inaczej nie pisałabym o nim dopiero teraz, tylko o wiele wiele wcześniej. Jest dobry lecz z jego właściwości w pełni mogłabym cieszyć się podejrzewam dopiero w okolicach 30. Co do ceny regularnej (189zł) , polecam tak jak ja zaopatrzyć się w niego na promocji! Pamiętajcie, że nie warto przepłacać! 

PS. Jak podobają Wam się moje wiosenne paznokcie? 

niedziela, 19 marca 2017

2 tygodnie z produktami od Indigo! Krem do rąk Pop Sugar oraz balsam Indigolicious!

2 tygodnie z produktami od Indigo! Krem do rąk Pop Sugar oraz balsam Indigolicious!
Cześć! Czy tylko mi wolne weekendy tak szybko mijają?! Dziś korzystając z chwili czasu chciałabym zaprosić Was na bliższą prezentację dwóch nowości, które otrzymałam na spotkaniu blogerskim i towarzyszą mi od dwóch tygodni w codziennej pielęgnacji. Mowa o dwóch kosmetykach firmy która głównie słynie ze swojej bogatej kolekcji produktów do zdobień hybrydowych. O ile lakierów nie miałam okazji jeszcze poznać, tak pyłki do paznokci uwielbiam i często u mnie goszczą! Panie i Panowie - mowa o Indigo!


O ile z długością i stanem paznokci nie mam największych problemów, szczególną uwagę poświęcam temu co dzieje się wokół nich. Tak, mowa o suchych skórkach z którymi podejrzewam każda z Nas od czasu do czasu się boryka. Na pomoc przychodzą mi właśnie kremy do rąk! O ile spotkać w sklepach możemy je na każdym kroku, nie gwarantują one równie dobrej i takiej samej jakości. Sama przerobiłam wiele i na chwilę obecną bardzo polubiłam się z produktami marki Evree.


Nie oznacza to jednak, że od czasu do czasu nie lubię wypróbować nowości. Torebka z upominkami Indigo od razu zwróciła moją uwagę a kolorowe pudełeczko wzbudziło ciekawość. Jak się okazało skrywało ono produkt właśnie do pielęgnacji dłoni.


Unikatowe opakowanie, słodki zapach
Kolor i rzucające się w oczy opakowanie niezaprzeczalnie wyróżnia się na tle pozostałych produktów tego typu. Przyznam,że nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś podobnym i z ogromną ciekawością podchodziłam do pierwszych testów.


Z tego co zdążyłam się zorientować istnieje kilka wariantów zapachowych i każdy z nich ma swój odpowiednik w formie perfum. (To naprawdę fantastyczna wiadomość ponieważ w przypadku gdy komuś bardzo przypadnie do gustu, może znaleźć produkt który jako zapach zostanie z nim nieco dłużej!) Powracając jednak do Pop Sugar z informacji podstawowych należałoby wspomnieć, że to urocze, wręcz zahaczające o kicz opakowanie posiada 30ml i można nabyć je w cenie 9.50!


Sam aplikator sprawiał trudność tylko i wyłącznie podczas pierwszej aplikacji. Teraz każdego dnia działa bez zarzutu i nakłada odpowiednią ilość. W tej kwestii nie można mu niczego zarzucić! Zapach to kolejny mocny i rzutujący na całość element. Jest bardzo słodki więc fanki tego typu nut powinny być zachwycone! Mi nie przeszkadza i używa się go dość dobrze lecz zdaję sobie sprawę,że na dłuższą metę może komuś nie odpowiadać. W moim przypadku po dwóch tygodniach jest wciąż znośny i z chęcią sięgam po niego do torebki. Co najważniejsze - koleżanki są równie zachwycone i z entuzjazmem wystawiają ręce za każdym razem gdy go pokazuję.


Formuła kremu 
Konsystencja w moim odczuciu należy do lekkiej i dość szybko wchłaniającej się. Z uwagi na coraz cieplejszą pogodę uważam, że sprawdza się idealnie i nie pozostawia na dłoniach tłustej warstwy, której w ciągu dnia staram się unikać. (Na zdjęciu zaprezentowałam Wam trzy wyciśnięte pompki - jedna w zupełności wystarcza na jednorazową aplikację.)


Kolejnym produktem o którym również chciałabym Wam opowiedzieć jest balsam do ciała Indigolicious. Z reguły staram się nie otwierać zbyt wielu pielęgnacyjnych produktów równocześnie ponieważ mam wtedy problem z ich całkowitym zużyciem.


Obecnie skończyłam ponad połowę mojego wielkiego ulubieńca od Soap and Glory i przez słabą dostępność najzwyczajniej w świecie żal mi jest z niego korzystać ponieważ zapach i działanie jest rewelacyjne. Można więc powiedzieć, że produkt od Indigo pojawił się w odpowiednim miejscu i czasie i stał się pewnego rodzaju zamiennikiem.


Co prawda konsystencja masła do ciała na tle balsamu od Indigo zapewnia inny poziom nawilżenia - to nie uważam, że nie warto go pochwalić. Lżejsze i szybciej wchłaniające się formuły również mają swoje plusy. Nie zawsze odpowiada mi cięższa konsystencja i zależy mi na szybkości aplikacji dlatego cieszę się z tego nowego nabytku.


Całości podobnie jak przy kremie do rąk nie można odmówić  przepięknego, kobiecego zapachu który w  ostatnim czasie umila mi wieczory. Nazwa Home Spa na etykiecie jest więc jak najbardziej trafną. Ta mała buteleczka oczarowała mnie sobą na tyle, że sprawdzałam już kolejne warianty. Powiem tyle - jest ich dość dużo i każdy w zależności od preferencji znajdzie coś dla siebie.

Dobre produkty na wiosenno-letnie dni?
Gdybym miała podsumować po krótce te dwa produkty powiedziałabym, że największą zaletą są ich intensywne i dobrze utrzymujące się zapachy zapakowane w piękne opakowania. Formuły co prawda nie należą do tych najbogatszych z jakimi miałam okazję się spotkać lecz na wiosenne i letnie dni nie mogłam wymarzyć sobie czegoś lepszego. W kwestii analizy składów polecam wybrać się na stronę sklepu. Ja nie mam uczulenia i z reguły dość dobrze reaguje na wszystkie składniki więc z czystym sumieniem mogę Was zapewnić, że nie wyrządziły mi krzywdy i będą nadal przeze mnie testowane. Jeśli kiedykolwiek miałyście z nimi do czynienia - z miłą chęcią poznam Wasze zdanie!
Copyright © 2016
kargawr.pl
, Blogger