Zużyte - Bielenda, Marion, It's Skin, Inglot.

by - listopada 29, 2017

Często dostaję pytania na temat produktów godnych polecenia. Uważam, że posty w których opisuje się zużyte kosmetyki, najwięcej wnoszą jeśli chodzi o szczegółową recenzję. To właśnie po wyrzuceniu pustego opakowania do kosza, pojawia się pytanie o to czy dany produkt ponownie powinien pojawić się w kosmetyczce. Dziś pokażę Wam kilka gagatków i same ocenicie czy warto w przyszłości się na nie skusić. 


W przeszłości nie używałam zbyt wielu toników. Uważałam je za całkowicie zbędne. Sama nie wiem ale na przestrzeni lat, moje podejście bardzo się zmieniło i polubiłam wyszukiwać nowości, które wpłyną dobrze na moją cerę. Propozycję firmy Bielenda, pokazywałam Wam kiedyś w ulubieńcach co jest dowodem na to, że produkt u mnie się sprawdził. Polubiłam go za efekt odświeżenia i za to, że nie pozostawia na twarzy dziwnej lepkiej warstwy. Zauważyłam też, że dobrze wpływa na moje blizny po niedoskonałościach. (Policzki to chyba moje najbardziej problematyczne miejsca a po tym produkcie widzę znaczącą poprawę). Myślę, że to właśnie zawarte w nim kwasy w tym mi pomagają. Jestem naprawdę zadowolona! (W przyszłości zamierzam poszukać czegoś z lepszym składem i nie ukrywam, że zastanawiam się nad ofertą marki The Ordinary!)


Jeśli chodzi o chusteczki do demakijażu, nie jestem ich największą fanką. Mogę zrozumieć ich obecność podczas wyjazdów ale na co dzień preferuję inne możliwości demakijażu. Jakiś czas temu dostałam zapas przeróżnych chusteczek od firmy Marion i moją uwagę przykuła wersja odświeżająca, którą nosiłam ze sobą w torebce. Ten konkretny rodzaj nie jest dedykowany do usuwania makijażu, co bardzo mi odpowiadało. Dobrze jest mieć coś takiego na wypadek np. pobrudzenia rąk. Chusteczki są bardzo dobrze nasączone, zapach jest przyjemny i robią to co mają robić. Na koniec wielki plus za brak alkoholu w składzie!


Płynna pomadka którą widzicie na zdjęciu wyżej, rozpoczęła moją przygodę z tego rodzaju formułą. Doskonale pamiętam moment gdy wybrałam ją sobie w ramach urodzin. Mam do niej duży sentyment i do dziś wspominam jej piękny, owocowy zapach.


Kolor ten wpada oczywiście w moje ukochane brązy choć widzę w nim również lekko rude pigmenty. W połączeniu z ciemniejszą konturówką, można było uzyskać bardzo ciekawy efekt, idealnie wpisujący się w codzienny makijaż. Formuła jest bardzo płynna i można śmiało porównać ją do wody. Dopiero po chwili wyraźnie czuć jak zastyga. Jest wyczuwalna na ustach ale nie w sposób bardzo uciążliwy. Niestety przegrywa z pomadką firmy Jeffree Star, dlatego na ten moment do niej nie powrócę. Owszem, nosiłam ją bardzo często ale poznałam coś bardziej komfortowego i tego chcę trzymać się dalej.


Na koniec krem BB, wszystkim znanej dobrze firmy It's Skin. To co od razu nasuwa mi się na myśl, dotyczy jego koloru. Jest bardzo jasny i potrafi twarz mocno rozjaśnić dlatego najlepiej będzie wyglądał na bardzo bladych cerach. Po drugie najpiękniejszy efekt można uzyskać za pomocą gąbki. Za każdym razem gdy próbowałam rozetrzeć go palcami, czułam opór i nie podobało mi się to jak się rozkłada. (Może wynika to z faktu jego kremowej konsystencji). Jest bardzo wydajny i potrzeba go naprawdę niewiele. (Zbyt duża ilość powoduje to, że po godzinach potrafi zebrać się w liniach uśmiechu). Nie jest dla mnie produktem idealnym ale cenię go ładne dopasowanie się do mojego kolorytu, średnie krycie i to, że nie pogarsza stanu mojej cery. Do tego uroczo wygląda!

I to tyle jeśli chodzi o moje zużycia. Było tego więcej ale niestety nie udało mi się zachować opakowań. 
Chętnie poznam Wasze doświadczenia z tymi produktami!

You May Also Like

8 komentarze

  1. Ciekawa jestem toniku z Bielendy, ostatnio sporo kosmetyków tej firmy się u mnie sprawdza;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny kolor ma ta pomadka z Inglota ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam żadnego z tych produktów, a przynajmniej tak mi się wydaje :D - bo pamiętam, że miałam tonik z Bielendy, ale nie wiem, czy to akurat była ta sama wersja. Tonik to mój must have i nie wyobrażam sobie bez niego swojej pielęgnacji. Ja zazwyczaj wybieram takie, które mogę wklepać w skórę twarzy palcami i nie tylko odświeżają i wyrównują pH, ale również nawilżają. Pewnie niedługo będę musiała coś kupić, bo mój ukochany tonik się skończył i mam coś innego, ale niestety już nie tak dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba kiedyś sięgnę po jakiś tonik Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam ten chusteczki Marion w torebce i zawsze się przydawały :) Ja też podchodziłam po macoszemu do toniku jeszcze kilka lat temu, ale od jakiś 2 stosuję już tonik regularnie i nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez tego kroku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Również uważam, że denko daje najbardziej rzetelną opinię :-) ale niestety nie znam tych produktów, które pokazałaś tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  7. Akurat zapach tych chusteczek z Marion najmniej mi się podobał, ale same działanie na plus :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Również mam tonik od Bielendy z serii Super Power Tonik Mezo, ale dla cery z niedoskonałościami. Używałam go kilka razy i odstawiłam, bo coś mi nie pasowało. Dziś ponownie włączyłam go do pielęgnacji, gdy cera się uspokoiła po fali wyprysków (sama nie wiem co było ich powodem). Zobaczymy czy się sprawdzi, bo ma kwasy, więc zima to idealny czas na testowanie tego toniku :D

    OdpowiedzUsuń