niedziela, 27 sierpnia 2017

Jaką suszarkę kupić? Remington Shine Therapy.

O zakupie nowej suszarki myślałam od dawna. Mam długie włosy i podczas suszenia zależy mi na tym aby szybko wyschły. Wcześniej miałam kilka tańszych i małych sztuk które długo ze mną nie pozostawały. Jakiś czas temu podczas zakupów doszło do pomyłki w moim zamówieniu więc sklep w ramach przeprosin zaoferował mi 50zł rabatu. Pomyślałam, że to najlepsza okazja aby dołożyć sobie do czegoś nowego i tak w moje ręce wpadła nowa suszarka!


Stojąc przed regałami sklepu o mało nie dostałam oczopląsu. Kompletnie nie wiedziałam którą wybrać. Odpaliłam więc szybko internet i na podstawie najlepszych opinii zdecydowałam się na Remington Shine Therapy


Oczekiwania kontra rzeczywistość
Przede wszystkim zależało mi na dużej mocy urządzenia, równocześnie przy możliwie cichych dźwiękach a także aby produkt łatwo trzymało się w ręce i nie powodował przy dłuższym używaniu dyskomfortu. 


Zależało mi również na tym aby włosy po użyciu, mimo zastosowania standardowej odżywki i w sprayu - nie były naelektryzowane i napuszone. Moje włosy mają do tego tendencje a wcześniejsze suszarki potrafiły potęgować ten problem


Powiem Wam, że silnik o mocy 2300W zrobił na mnie wrażenie. Suszenie na najniższym trybie jest dla mnie wystarczająco mocne i w szybkim czasie włosy stają się suche. Sama nie wiem czy kiedykolwiek skuszę się na ostatni.


Obsługa urządzenia należy do bardzo prostej i nie potrzeba żadnej dodatkowej instrukcji. Przyciski się nie zacinają i z łatwością można je zmieniać. 


Co więcej kondycja włosów po suszeniu znacznie odbiega od tego co widziałam przy wcześniejszym modelu. Włosy łatwiej się układają i co najwspanialsze - nie odczuwam naelektryzowania! To wielkie wybawienie i mam nadzieję, że podczas jesieni i zimy pomoże mi w walce z tym problemem jeszcze bardziej!


Suszarka jak suszarka

Przez długie lata myślałam, że wydawanie większych pieniędzy na suszarkę do włosów kompletnie mija się z celem. Dziś już wiem jak bardzo byłam w błędzie i żałuję, że odkryłam ją dopiero teraz. (Może dlatego, że zazwyczaj daję moim włosom wyschnąć naturalnie i pozostałości podsuszam, nie widziałam sensu kupowania czegoś droższego?) Pozostało napisać nic innego jak to, że dobrze mieć ten etap za sobą! 



Wizualnie również bardzo mi się podoba. Choć wygląda na ogromną, nie mam problemu z utrzymywaniem jej w ręce. Będąc w sklepie trzymałam cięższe modele więc cieszę się, że ta należy do tych lżejszych. 

Po więcej typowo technicznych danych odsyłam Was tutaj. Jeśli chodzi o cenę to w zależności od sklepu waha się ona od 100 do 140zł. Ja ze swojej strony na ten moment gorąco Wam ją polecam. Zastanawiam się także nad wymianą prostownicy. Może macie swoje hity? Chętnie sprawdzę wszystkie propozycje.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Najlepsza maseczka do twarzy?! Czyli ulubiony drogeryjny produkt do którego ciągle wracam. Tanio i przyjemnie!


Cera mieszana zobowiązuje mnie do dość częstego oczyszczania jak i nawilżania twarzy. Mam skłonność do zapychania dlatego maseczki goszczą na mojej twarzy jako miły dodatek i mała przyjemność w jednym. Lubię je robić i sprawia mi to frajdę - domowe SPA kilka razy w tygodniu, z kubkiem herbaty i przy ulubionym filmie bardzo mnie odpręża. Dzisiejszym bohaterem będzie więc produkt, który za każdym razem będąc w drogerii wpada do mojego koszyka. Tani, szybki w użyciu i dobrze działający na moją skórę. Czy trzeba czegoś więcej?


Polska marka

Kosmetyki firmy Ziaja z powodzeniem używałam w okresie dojrzewania. Niskie ceny i mniejsza wiedza na temat szkodliwości niektórych składników, bardzo mnie do niej przyciągały. Proste ale zgrabne opakowania również pozytywnie wpływały na jej odbiór. Na dzień dzisiejszy moje postrzeganie na ogólny wizerunek firmy znacznie się zmieniło choć wcale nie oznacza to, że do jej produktów nie powracam. Tak, ich ilość zmniejszyła się znacznie lecz do dziś z sentymentem sięgam właśnie po znane wszystkim maseczki w saszetce.


Ze wszystkich jakie było mi dane poznać najbardziej polubiłam wersję regenerującą. Na 245 opinii na portalu wizaż, została ona oceniona na 4,4. To naprawdę świetny wynik! Producent zapewnia, że jest ona skierowana do każdego typu cery. Czyni ją to więc uniwersalną i sprawia, że każdy chętny bez obaw może sięgnąć po nią do testów.


Oczywiście nie możemy oczekiwać po niej cery jak z prezentowanego obrazka lecz mogę zapewnić, że po jej użyciu cera jest przyjemnie ukojona. Tak - mam wrażenie, że to słowo oddaje jej działanie w 100%. Zawarta w niej brązowa glinka w moim odczuciu przyjemnie nawilża skórę. Otula ją, łagodzi po ciężkim dniu.


Saszetka na raz

Po wielkiej fali i popularności masek w płachcie oraz przetestowaniu kilku sztuk - nadal preferuję tradycyjną formę. Saszetka z firmy Ziaja to idealny i szybki sposób na dodatkową pielęgnację. Zawsze zużywam całe opakowanie. 


10-15 minut a może więcej?

W porównaniu do wielu innych maseczek, tutaj ze spokojem na własną odpowiedzialność mogę ją przytrzymać na twarzy dłużej. Nie raz zdarzało mi się zmywać maskę po 25 minutach i niczego złego nie zaobserwowałam. Nie zasycha i w konsystencji przypomina krem. Dla mnie to plus!

Uwielbiam ją za zapach. Kojarzy mi się z kakaową serią tej marki której używała kilka lat temu moja siostra. Wiecie o którą chodzi?! Mam do niej duży sentyment!


Bardzo łatwo ją zmyć wodą. (W przeszłości miałam o wiele cięższe przypadki). Na tle wszystkiego co przetestowałam, z wielką radością do niej wracam. Kosztuje koło 2zł. Warto polować na nią obecnie w Rossmannie na wyprzedaży -49%. Jutro sama idę tam na zakupy i już wiem, że ponownie do mnie trafi a to chyba najlepsza z możliwych rekomendacji!

sobota, 19 sierpnia 2017

Jeffree Star Velour Liquid Lipstick - Celebrity Skin. Hit czy kit?

Nie mogę narzekać na małe usta. Nie są największe ale uważam, że dość częste komplementy na ich temat, nie biorą się z niczego. Naturalne więc, że lubię je podkreślać codziennie i cieszyć się z ich wyglądu. 

Nowa, wielka miłość

W ostatnim czasie ukochałam sobie płynne matowe pomadki. Jest ich tak dużo, że już nie zliczę ile firm chciałabym jeszcze wypróbować. Nie muszę dodawać, że kolory nude w szczególności upodobało sobie moje serce. To właśnie dziś o jednym konkretnym kolorze, chciałabym Wam opowiedzieć!


Jeffree Star Velour Liquid Lipstick swego czasu robiły furorę na blogach i YT. Ja samymi produktami zainteresowałam się jeszcze przed ich wielką popularnością i żałuję, że właśnie w tamtym momencie nie dokonałam zakupu. Po czasie bardzo ciężko było mi kupić odcień Celebrity Skin, który jak się okazało - stał się tym jednym z popularniejszych.


Aplikator i zapach

Dużo złego słyszałam na temat dwóch wymienionych wyżej rzeczy. W moim odczuciu aplikator jest jak najbardziej trafiony. Bardzo szybko i dokładnie można podkreślić nim usta i jedno pociągnięcie wystarcza aby były one pomalowane równomiernie. Zapach jest dość specyficzny i ciężko jest mi go do czegokolwiek porównać lecz zapewniam, że jego intensywność maleje wraz z liczbą użytkowania. Od miesiąca używając jej codziennie do pracy, nie wyczuwam już go tak mocno. Myślę, że dopiero po wypróbowaniu każdy indywidualnie jest w stanie stwierdzić czy taka forma aplikacji i towarzysząca jej woń jest do zaakceptowania. Mi pozostało się cieszyć, że pomadka się sprawdza!


Uwielbiam ją za to, że nie podkreśla w żaden sposób moich suchych skórek, które od czasu do czasu dają mi się we znaki. Usta wyglądają w niej bardzo dobrze i nie są suche. Odczuwam wielki komfort i śmiało mogę napisać, że nie czuję jej na ustach


Gdyby jakimś cudem zaginęłyby wszystkie moje pomadki, odkupiłabym ją jako pierwszą. Trafiłam na idealny dzienny kolor, który pasuje do każdego mojego makijażu. Być może istnieją tańsze odpowiedniki tego odcienia ale dla mnie ta formuła jest idealna. Na tle wszystkiego co poznałam (a trochę tego było), śmiało mogę napisać, że jestem jej zwolennikiem. Co więcej zastanawiam się nad innym kolorem!


Do jakości opakowania nie mam zastrzeżeń. Owszem napisy delikatnie się poprzecierały ale to tylko dlatego, że  pomadka mieszkała już w każdej możliwej torebce i jest zabierana ze mną wszędzie. Cóż, kolejny dowód na to jak bardzo się polubiłyśmy! 

Mam nadzieję, że na zdjęciach udało mi się ukazać jak pięknie wygląda  na ustach. Przy ciemniejszej konturówce można uzyskać mocniejszy i równie cudowny efekt. Uważam, że Celebrity Skin jest na tyle bezpiecznym odcieniem, że nawet po zjedzeniu posiłku ogólny wygląd prezentuje się zadowalająco i nadal można ją nosić bez poprawki. Warto dodać, że przy pomocy skośnego pędzla można użyć jej również do eyelinera. Jeśli kiedykolwiek miałyście ochotę na wypróbowanie jakiegoś koloru, proponuję wybrać właśnie ten.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Anastasia Beverly Hills Modern Renaissance - pierwsze wrażenie. Czy faktycznie jest sens się tak zachwycać?



Cześć, nareszcie mogę się z Wami powitać po dość długiej nieobecności. Mam nadzieję, że choć trochę za mną tęskniliście. Obiecuję poprawę i regularność! Dziś chciałabym pokazać Wam bliżej jedną z moich dwóch gorących nowości, które przyleciały do mnie ze sklepu internetowego Cultbeauty! Na paczkę czekałam równy tydzień. Warto dodać, że  po wypełnieniu krótkiej ankiety obowiązuje 15% rabatu. Asortyment jest naprawdę imponujący i już dziś wiem, że powrócę do tego sklepu ponownie.

Najbardziej znana paleta świata

 
Odkąd pokochałam świat beauty z każdej strony docierały do mnie informacje na temat jednej, konkretnej firmy. Problem był taki, że była ona trudno dostępna a produkty które zostały sprowadzone do Polski przez różne sklepy online kosztowały zazwyczaj dwa razy drożej. Jako, że nie lubię przepłacać i długo analizuję wszystkie za i przeciw, czekałam na jakąś okazję. Korzystając z darmowej wysyłki i rabatu we wcześniej wspomnianym sklepie, dostałam w ramach urodzin cudo o którym wciąż mimo upływu czasu jest głośno. 


Przyznam, że paleta Modern Renaissance nie skradła mojego serca od razu. Mój problem polegał na braku przekonania względem ciepłych kolorów. Obawiałam się, że nie będą mi pasować. Całe szczęście dawałam im szansę testując inne, tańsze marki. I co tu dużo mówić - po prostu przepadłam!

Na żywo jeszcze piękniejsza

Myślałam, że częstotliwość pojawiania się jej w Internecie wpłynie na mój odbiór i mniejszą ekscytację. Autentycznie - chwilami miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy jeszcze z mojej lodówki. Cóż, bardzo się myliłam. Jest piękna! I nikomu jej już nie oddam.


Uważam, że zdjęcia i filmy nie oddają w pełni jej uroku. Nie chodzi mi konkretnie o samo welurowe opakowanie, (które swoją drogą odrobinę mnie martwi w kwestii czystości) ale o tak dbałą i świetnie zaplanowaną kolorystykę. Nie wiem jak Wy ale patrząc na gotowe zestawy, automatycznie tworzą się w mojej głowie wizje tego co mogłabym wykonać. Przyglądając się nowości widzę mnóstwo dziennych i wieczorowych kombinacji, które razem stanowią przepiękną całość


Wykonałam nią już kilka makijaży i dałam wypróbować nawet siostrze. Wspólnie stwierdziłyśmy, że cienie są o bardzo mocnym pigmencie i wystarczy odrobina aby aplikować je na powiekę. Bardzo ładnie się ze sobą łączą i nie zauważyłam problemów jeśli chodzi o ich dokładanie. 


Pod palcami są bardzo kremowe i przyjemne co niewątpliwie wpływa na stopień ich pylenia podczas nakładania na pędzel. Nie stanowi to dla mnie problemu choć mam cichą nadzieję, że w przyszłości nie ucierpi na tym ich wydajność bo już dziś wiem, że będą używane często.


Dołączony pędzel nie jest najlepszej jakości choć na tle innych jakie pamiętam z różnych marek, przoduje. Upodobałam sobie zwłaszcza końcówkę którą w szybki sposób mogę rozetrzeć dolną linię. Jak widać  w ostatnim czasie użyłam pięknego różu!

Pierwsze wrażenia

Jestem miło zaskoczona i ogromnie się cieszę, że moim pierwszym produktem firmy została właśnie ta paleta.  Nie sposób nie zgodzić się z myślą, że ABH wywołuje wśród pasjonatów makijażu tak wielką ekscytację. Świetny marketing, przemyślane produkty które kuszą i inspirują inne firmy do działań. Moja ciekawość została wzbudzona podwójnie i już nie mogę doczekać się czegoś nowego. Urodzinowy prezent okazał się całkiem trafiony i sama mogłabym podarować go swojej najbliższej koleżance. 


Jeśli chodzi o cenę to odradzam polskie sklepy online ponieważ w większości przypadków należy zapłacić za nią 300zł. Rozumiem, że firmy chcą zarobić ale w sytuacji gdy można mieć paletę w cenie 168 z darmową wysyłką - wybieram drugą opcję i polecam zrobić podobnie.


Z całą pewnością przyjdę do Was jeszcze z aktualizacją przemyśleń i makijażami przy jej użyciu. Nowy aparat i lepsza jakość zobowiązuje! Mam nadzieję, że Wam się spodoba! Ja już nie mogę się doczekać! ❤ Dodatkiem do makijażu będzie też cień firmy Stila, który obecnie jest równie mocno promowany!
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.